Translate

sobota, 16 maja 2015

Slavonic horse cz.2

Najstarsi zaklinacze koni - koczownicy


Autor: Marcin Iglikowski
http://hipologia.pl/news/show/id/27/lang/pl/page/5

Koczownicy euroazjatyccy

Scytowie i Sarmaci

Scytowie, jako zorganizowana grupa konnych wojowników, pojawili się na arenie dziejów w VII w. p.n.e. Wpadli oni na tereny Mezopotamii w pogoni za ludem Kimmerów wycofując się przed napierającym na ich terytoria ludem Massagetów. Bogactwa bliskiego wschodu tak zasmakowały tym śmiałym koczownikom, że na długo dali się we znaki państwu asyryjskiemu. Zanim jednak omówimy tę sytuację należy najpierw krótko omówić, kim byli nomadzi euroazjatyccy.
Tereny stepowe Wschodniej Europy, Zachodniej Syberii oraz Centralnej i Środkowej Azji, uważane są za pierwotną ojczyznę nomadów stepowych.. Owe etniczne ugrupowania cechują się właściwą sobie mobilnością w terenie, brakiem stałych osad, wojowniczością, a także pozostawianiem za sobą widocznych z daleka kurhanów.

Równoleżnikowy pas stepu euroazjatyckiego, wciśnięty pomiędzy Morze Czarne, wysokie pasma górskie i półpustynie Azji Środkowej, a strefę leśną, która tworzy od północy barierę środowiskową, tworzył bardzo specyficzne warunki życia. Na terenach tych jest bardzo słabo rozwinięta sieć wodna. Wielkie rzeki strefy stepowej jak Dniepr, Don, Wołga zasilane są poza nią, a mniejsze rzeki osiągają swe maksymalne zasilanie w okresie wiosennym, z wód pośniegowych. Małe rzeki, a z tym się wiąże również brak dużych lasów, przesądzają o ujemnym bilansie wodnym. Średnia opadów waha się tu od 300 do 450 mm rocznie , przy czym wyparowywanie sięga 900-1000 mm . Tak więc, obszary stepowe są bardzo wrażliwe na wszelkie zmiany klimatyczne, które mogą wpłynąć na wzrost bądź spadek ilości wody na tych terenach

Od IV tysiąclecia p.n.e. w środowisku stepowym ukształtowała się bardziej mobilna hodowla. Charakteryzuje się ona zwiększaniem stad takich zwierząt jak koń, owca czy też koza. Dla cywilizacji starożytnych najważniejszy był dom – miejsce zamieszkania i spokoju. Dla społeczności koczowniczych tam gdzie było obozowisko, tam był dom.

W ciągu IV tysiąclecia p.n.e. rozwija się łagodny, wilgotny klimat, który ma wpływ na poprawę warunków klimatycznych w strefie stepowej. III tysiąclecie p.n.e. odznacza się bardzo silnym rozwojem klimatu suchego. Zanikają większe zbiorowiska leśne, zmniejszają się pastwiska. Czynniki te, zmuszają ludy pasterskie do częstych zmian miejsc w celu poszukiwania nowych pastwisk. Wzrasta znaczenie mężczyzny jako pasterza i wojownika zmuszonego bronić własnego stada oraz wywalczenia nowych pastwisk. Nadzwyczajne warunki stymulowały pojawianie i utrwalanie się szczególnych, właściwym koczownikom zachowań kulturowych. Należy do nich ogromna rola konia w życiu tych społeczności. Warunki te w dużej mierze umożliwiły wytworzenie się warstwy konnych wojowników władających łukiem. Jego stopniowe udoskonalenia prowadzą do wynalezienia łuku kompozytowego, wykonanego z warstwy drewnianej oraz rogowej i ścięgnistej. Nomadyczny tryb życia stymulował rozwój bardzo ścisłych form organizacji społeczno‑politycznej, która gwarantowała siłę militarną doskonałą spójność społeczną, gdzie każdy miał własną, ważną rolę w ramach skonsolidowanego wędrówką i walką plemienia. Wszystkie te czynniki wykształciły kulturę o niezwykle dynamicznej formie przetrwania. Wędrówka i wojna stały się sposobem na życie. Z tego tygla konnych wojowników jako pierwsi na arenę hipicznej chwały, jak już wspominaliśmy, wkroczyli Scytowie. W VII wieku po kolejnych wahaniach klimatycznych oraz w wyniku napierania koczowników zwanych Massagetami, Scytowie ruszyli na południe ku terenom Kimmerów. Na temat konnicy Massagetów można przeczytać u Herodota:

„Massageci są konnymi i pieszymi wojownikami (ćwiczą się bowiem w obu rodzajach walki), łucznikami, kopijnikami, mają też zwyczaj nosić dwusieczne topory. Złoto i spiż jest u nich ogólnie w użyciu: do wszystkiego co dotyczy lanc, grotów i toporów, używają spiżu, co zaś należy do okrycia głowy, pasów i rzemieni to zdobią złotem. Tak samo koniom dokoła piersi nakładają spiżowe pancerze, uzdy zaś, munsztuki i szory zdobią złotem. Żelaza i srebra zupełnie nie używają, bo tych metali nie ma wcale w ich kraju, a przeciwnie, złoto i spiż jest w wielkiej ilości”.
Kimmerowie uchodząc przed scytyjską nawałnicą wpadli na tereny Mezopotamii przemieszczając się w kierunku Europy. Scytowie, nie chcąc odpuścić bogactw z jakich Kimmerowie słynęli, również przybyli do Mezopotamii. Tu kompletnie porzucili myśl o dalszej pogoni bowiem dobrobyt Asyryjczyków, Medów i ziem Urartu zachwycił ich w stopniu absolutnym. Jak wiadomo wyżej wymienieni mieszkańcy owych ziem zachwyceni nie byli obecnością nowych przybyszów. Jak zwykle w takich sytuacjach wywiązała się walka, w której konnica Scytów udowodniła swoją wyższość nad piechotą i rydwanami. Asyryjczycy chcąc nie chcąc zawarli sojusz z wrogiem, którego nie mogli pokonać co przypieczętowane zostało ślubem córki asyryjskiego władcy Esarchadona z wodzem Scytów Partatuą. Scytowie dawali się jednak we znaki całej Mezopotamii przedsięwziąwszy nawet wyprawę do Egiptu, skąd jednak dobrodusznie zawrócili przekupieni sowitymi darami. Utrudniali życie także plemionom medyjskim. Te jednak po dłuższych konfrontacjach zawiązali ze Scytami sojusz, po czym wspomagani przez władców babilońskich obalili panowanie asyryjskie. Scytowie nie wyszli na tym najlepiej bowiem pod koniec VII wieku otrzymali tęgie lanie od swych niedawnych medyjskich sprzymierzeńców. Koniec końców zwinęli swe namioty po czym po niemal 100 latach korzystania z uroków Mezopotamii, wrócili za Kaukaz. Kimmerowie, którzy jako pierwsi na terenie współczesnej Ukrainy zaczęli wytapiać z rudy darniowej żelazo, w X w. p.n.e. oraz wynaleźli piece hutnicze i zaczęli produkcję stali, najechali Frygię, doprowadzając ją do całkowitego upadku. Następnie w latach 657-652 p.n.e. uderzyli na Lidię, którą doszczętnie złupili, zdobywając nawet jej stolicę Sardes, gdzie poległ władca Lidii – Gyges.
Jako nomadzi do boju stawali praktycznie zawsze konno. Do walki używali najczęściej wałachów. Konie scytyjskie były niewielkich rozmiarów. Ich wysokość w kłębie wynosiła od 120 cm do 140 cm. Były to najczęściej tzw. Konie Przewalskiego wzbogacane o krew dużych koni z terenów bliskiego wschodu. Konie bardzo często były kastrowane podobnie jak charakterystyczne dla Scytów bezrogie bydło. Możemy to stwierdzić na postawie licznych kurhanów grobowych, których specyficzny obrządek, szczególnie gdy w chodziło o pogrzeb króla, rekonstruują źródła. Wyraźnie pokazują one jak ważnym towarzyszem scytyjskich wojowników był koń:

„Z pozostałych sług króla najgorliwszych, a są to rodowici Scytowie duszą 50 ludzi i tyleż wyjątkowej piękności koni; jamy brzuszne jednych i drugich, po wyjęciu wnętrzności czyszczą wypełniają polewą i zaszywają. Następnie połowę obręczy dzwona wozowego, odwrócona na dół krzywizną ustawiają na dwóch palach, a drugą jej połowę na dwóch innych i wiele tych obręczy w taki sposób umocowują. Potem przez cielska koni przepychają wzdłuż aż do szyi grube drewna i wysadzają je na półobręcze, tak że przednie półobręcze podtrzymują łopatki, tylne dźwigają brzuch przy udach, obie zaś pary nóg wiszą w powietrzu. Wreszcie narzucają na konie uzdy cugle ściągają ku przodowi i przywiązują je do kołków. A każdego z 50 uduszonych młodzieńców wsadzają na konia, dokonując tego tak, że poszczególne zwłoki nadziewają na prosty drąg, biegnący wzdłuż stosu pacierzowego aż do szyi, co zaś z tego drąga u dołu wystaje, to wtykają do otworu innego drąga, który przewierca konia. Ustawiwszy tego rodzaju jeźdźców wokół mogiły, odchodzą”.
Arystokracja scytyjska dzięki większym zasobom finansowym tworzyła ciężkozbrojną jazdę. Głównym uzbrojeniem obronnym była zbroja lamelowana z naszytymi 5 cm kawałkami żelaznych płytek. Często stosowano nagolenniki na nogi, wykonane w podobny sposób jak reszta pancerza. Rzadko i raczej tylko w bliskości Krymu, zakładano greckie nagolenniki.
Hełm był kształtu owalnego z niewielką kitą na szczycie. Do jego boków przytwierdzana była sztywno powiewająca sięgająca do ramion osłona karku, szyi i policzków. Wykonana była podobnie jak reszta zbroi z metalowych płytek łuskowo naszytych na podkład ze skóry. Z tego samego materiału wykonane były sięgające od ramienia do łokcia osłony zewnętrznej strony ręki. Podobnie chroniona była zewnętrzna strona nogi do kolana. Górna część ramion i łopatki chronione były dodatkowymi owalnymi tarczami z poziomo ściętym górnym bokiem. Ich wielkość wynosiła zwykle 35 cm długości i 20 szerokości. Zbroja posiadała wycięcie na okolice szyi przypominające kształtem wycięcie podkoszulka. Wiązana była rzemieniami na środku i sięgała prawie do połowy uda, była także nieznacznie rozcięta po linii środkowego zapięcia, tak by umożliwić jazdę. Na środku przewiązywano ją pasem do którego przytwierdzano miecz z lewej strony i gyrtos wraz z sakwą na sandały po stronie prawej. Ci, którzy nie stanowili arystokracji majątkowej uzbrojeni byli w skóry i łuki. Taktyka walki Scytów opierała się przed wszystkim na szybkich i zaskakujących atakach i wciąganiu przeciwnika w głąb własnego terytorium.

W pewne elementy ochronne, głownie skórzane, rzadziej metalowe uzbrajano konia. Najczęściej osłaniano mu piersi szeroko płachtą ze skóry z naszytymi metalowymi łuskami. Z czasem płachta ewoluowała i powiększyła się, wydatnie osłaniając także obie łopatki konia. Chroniono także czoła końskie osobną listwą żelaza i skóry przytwierdzaną do nachrapnika i naczółka. Ogłowia końskie były bogato zdobione. Składały się z nachrapnika w kształcie litery X, naczółka, podgardlnika i części potylicznej. Żelazne złamane wędzidła składały się z dwóch części – długich, cienkich ( mniej więcej jak grubość palca wskazującego dorosłego mężczyzny), których boki obleczone były zakręcającymi się pierścieniami. Obie części łączyły się na środku podobnie jak dzisiejsze wędzidła. U obu końców wędzideł, tuż przy pysku znajdowały się pionowe, lub w kształcie litery S wysunięte do góry i w dół ograniczniki (nie pełniły one roli czanek).

Charakterystyczna tarcza scytyjskiego kawalerzysty z wyraźnym półokrągłym wycięciem u góry, wykonywana była z drewna, wzmacnianego często kawałkami żelaza w formie łusek. Najbogatsi używali tarcz w całości pokrytych pojedynczą warstwą żelaza. Broń i zbroje (z wyjątkiem nagolenników z Grecji), wykonywano własnym wysiłkiem z zakupionych bądź pochodzących z grabieżczych wojen, surowców.

Scytowie posługiwali się także łukiem i toporem. Łuk był bronią podstawową, posiadaną przez każdego wojownika niezależnie od statusu. Kształtem przypominał on literę sigma. Strzały były zatruwane. Niezwykle ruchliwa konnica i fakt że wojownicy spędzali większość życia na koniach, powodowało że do perfekcji opanowana została sztuka strzelania w najszybszych chodach konia. Strzały, jak piszą ówczesne teksty:
„Zawsze trafiały do celu, nawet wypuszczone przez jeźdźca siedzącego tyłem na galopującym koniu”.
Słynna w starożytności trucizna scythicon, której Scytowie używali do zatruwania strzał, była mieszaniną jadu żmij, ich rozłożonych ciał, ludzkiej krwi i ekskrementów. Smród mikstury był straszliwy, co potwierdza Strabon:

„Nawet ludzie, którzy nie zostali trafieni zatrutymi pociskami, cierpieli z powodu straszliwego odoru”.

Nikt nie wspomina, jak reagowali nań sami strzelcy, którzy musieli owe strzały nosić na własnych plecach. Z człowiekiem trafionym strzałą zatrutą scythiconem działy się niewyobrażalne rzeczy. Najpierw działał jad węża: rana ociekała czarną krwią, pojawiała się nekroza, puchły nogi i ręce, ofiara odczuwała potworny ból i wymiotowała , po czym następowały konwulsje, szok i śmierć. Jeśliby jednak komuś jakimś cudem udało się przeżyć, w ciągu dnia czy dwóch rozwija się gangrena wywołana przez bakterie z ekskrementów i krwi.
Scytowie dodatkowo wyposażali pociski w haczyki i wypustki, które zaczepiały się o wnętrzności i utrudniały wyciągnięcie strzały z rany, czy wręcz uniemożliwiały bez zadania śmierci jej ofiarom. W walce na odległość stosowano także proce. Grozę potęgowały zwyczaje militarne owego ludu np. obdzieranie ze skóry ludzi i robienie z niej elementów zbroi i kołczanu, skalpowanie, wykonywanie naczyń z czaszek wrogów itd. Warto dodać, że ilość skalpów świadczyła o dzielności wojownika. Zwyczajem Scytów było picie krwi pokonanego przeciwnika.
Przystępując do bitwy jeździec zabierał ze sobą około setki strzał. Łuk przewożono w pokrowcu, wyjmowano go jedynie na czas użycia. Różnego rodzaju włócznie lub oszczepy były w powszechnym użyciu, znajdowane są praktycznie w każdym grobowcu. Jeszcze do niedawna historycy uważali, iż z racji na wielkość grobów, które są głównym źródłem archeologicznym, Scytowie nie używali długich włóczni. Na pewno posługiwali się bronią tego typu o długości około 180 cm, zarówno do walki jak i rzucania – ciskane czyniły znaczne obrażenia na odległość 30 metrów. Obecnie wiadomo także że posługiwali się 3 – 3,5 metrową włócznią do walki bezpośredniej w szybkich uderzeniach w cwale lub galopie. Obie formy włóczni posiadały nasadę w kształcie listka długości od 30 – 72 cm – obliczone były więc na bardzo głębokie rany i śmiertelne uderzenia.

Nierzadko Scytowie używali długich mieczy jako broni siecznej, długości około 60 – 70 cm oraz krótkich – 50 cm, używanych głównie do kłucia. Miecz krótki, zwany akinakes używany, był dużo częściej. Scytowie jako pierwsi zaczęli stosować siodło. Była to konstrukcja dwóch poduszek wszytych w filcową podkładkę. Środek ciężkości siodeł opierał się na kłębach, na których archeologowie często znajdywali ślady obtarć i ropień. Było ono przymocowywane popręgiem, podogoniem oraz napierśnikiem z dodatkowym pasem połączonym z popręgiem pomiędzy przednimi nogami konia. Mimo iż Scytom przypisuje się użycia siodła po raz pierwszy to należy zwrócić uwagę że nie były to konstrukcje na drewnianym szkielecie – tam szkieletu nie było wcale. Słynne były także wędzidła scytyjskie wykonywane z czystego żelaza lub wysoko węglistej stali. Używano także zdobnych buław, pełniły one jednak przede wszystkim rolę symboliczną.
Do zdobienia broni wykorzystywano przeważnie motywy zwierzęce, które miały broni dodawać siły. Tu warto wspomnieć, że miecz był najważniejszym elementem religii Syctów – wbity w ziemię stawał się reprezentantem sił nadprzyrodzonych i improwizowanym ołtarzem, któremu składano liczne ofiary. Trzonem całej armii była konnica podzielona na lekką i ciężką. Atrybutem tej pierwszej było skórzane odzienie i łuk jako broń ofensywna. Jazda ciężka preferowała bezpośrednie szybkie uderzenie na włócznię. Jazda lekka górowała liczebnie nad ciężką. Jej zadaniem było ostrzelanie i sprowokowanie do wadliwe przemyślnego ataku, który nadziewał się na szokowe uderzenie jazdy ciężkiej. Po przełamaniu szeregów przeciwnika i jego pójścia w rozsypkę, ponownie uderzały na niego lekko zbrojne masy konnych. Piechota była nieliczna i tworzyły ją najbiedniejsze warstwy plamienia. Do boju stawać mógł każdy mężczyzna zdolny utrzymać broń. Stąd ogromna liczebność armii scytyjskich sięgająca nawet do 150 tysięcy żołnierzy. Wobec silniejszego przeciwnika stosowała wojnę partyzancką i wciąganie na swoje terytorium. To właśnie spotkało ogromną wyprawę Perską Dariusza Wielkiego na ziemie Scytów w 512 roku p.n.e. Jego ogromna armia oceniana przez Herodota na 700 tysięcy wojska maszerowała w głąb państwa scytyjskiego napotykając jedynie kurhany. Tabory uszły daleko w głąb, zaś konnica prowokowała do ustawicznej pogoni, mimo, iż wciąż atakowany Dariusz nie potrafił napotkać żadnej armii scytyjskiej i doprowadzić do rozstrzygającej bitwy. Po drodze Scytowie niszczyli źródła wody i paszy. W końcu wielka armia Dariusza musiała zawrócić wyczerpana głodem i brakiem wody. Jej katastrofalny powrót znaczyły tysiące ciał zmarłych z wycieńczenia żołnierzy.

Wiele kontrowersji wzbudza po dziś dzień kwestia strzemion u Scytów, czy raczej ich brak. Wielu badaczy sugerowało się podłużnymi paskami przechodzącymi pod podeszwą butów scytyjskich wojowników. Nie były to jednak strzemiona tylko ściągacze spodni, które do jazdy musiały odpowiednio przywierać do nogi i nie podciągać się w górę, co przy jeździe konnej zdarza się bardzo często. Nierzadko też poziome klamry spinające popręg uznawane były przez naukowców za dowód na wykorzystywanie strzemion przez plemiona scytyjskie.

W drodze

Życie codzienne Scytów jako nomadów koncentrowało się na podróży. Nie mieli oni domostw – ich dom był tam gdzie tabor. Tabor zaś, zawsze się przemieszczał w poszukiwaniu pastwisk i przestrzeni. Jedynymi budowlami, które można było napotkać na ziemiach scytyjskich były wcześniej wspomniane kurhany grobowe. Mężczyzna większość czasu spędzał na koniu. Kobiety i dzieci podróżowały na sześciokołowych wozach – kibitkach ciągniętych przez woły. Wewnątrz każda kibitka podzielona była na kilka pomieszczeń. Tak charakteryzuje to Hipokrates:
„Ponieważ nie mają stałych domów pędzą życie na wozach. Najmniejsze ich wozy są czterokołowe, są też sześciokołowe. Na wozach urządzają namioty z grubych koców o dwóch lub trzech przedziałach, gdzie mają schronienie przed deszczem, śniegiem i wiatrem. Jedne wozy ciągną dwie pary wołów bezrogich, inne trzy pary. Rogów woły nie mają z powodu zimna. W takich oto wozach mieszkają kobiety. Mężczyźni zaś stale jeżdżą na koniach. Za wozami ciągną stada owiec, wołów i koni. Pozostają zaś w jednym miejscu tak długo jak starczy paszy. Gdy już zabraknie przenoszą się w inne miejsce. Na ich pokarm składa się z gotowane mięso, końskie mleko zagryzane hipiką, to jest serem z końskiego mleka”.
Największym problemem był pomór koni, które maszerowały wraz z taborami w ogromnych ilościach.

Męska odzież składała się z długiego opadającego poniżej kolana kaftana i luźno noszonych spodni wpuszczanych w miękkie niewysokie buty ściągnięte na podbiciu rzemieniem. Kaftan nie posiadał kołnierza i zostawiał mocno odsłoniętą szyję. Kaftany pokrywane były pięknymi ornamentami i elementami futra. Głowę przed zimnem i słońcem chronił kaptur zwany baszłykiem. Mężczyźni nosili długie włosy, brody i wąsy. Kobiety zamiast baszłyka nosiły spiczaste kaptury uniesione wysoko nad czołem. Nosiły także długie suknie i podobnej długości narzuty. Cały ubiór wykonywano ze skór, wełny i włókna konopnego. I mężczyźni i kobiety używali szerokiej gamy biżuterii: złotych amuletów, paciorków, kolczyków, zdobionych zapinek, filigranowe diademy, wypełnione o złoto kunsztowne ogłowia końskie, pierścienie, zdobione klamry do pasów, pozłacane zwierciadła. Zdobione niezwykle były oporządzenia końskie – tranzelki pokrywane były szlachetnymi kruszcami przybierającymi postać zoomorficznych spiral na naczółkach, nachrapnikach i wodzach. Koniom bardzo często zakładano wzór w kształcie jelenich rogów – bogato zdobionych i rzeźbionych.

Scytowie byli doskonałymi fachowcami w kwestii wytopu stali – świadczą o tym wcześniej wspominane wędzidła oraz bardzo dobre miecze tworzone z niskowęglowej stali, gdzie proces przekuwania był długotrwały i dobywał się w temperaturach 680 – 750 stopni Celsjusza. Brak własnego wozu poczytywany był za hańbę. Można spotkać się z całkiem sprzecznymi poglądami – od głoszących, iż wszystkie kobiety brały udział w walce, do całkowicie to negujących. Fakt odnalezienia w niektórych kobiecych grobach łuków wskazuje jednak iż – przynajmniej sporadycznie – ruszały do boju. Słynnym był scytyjski obyczaj picia i wytwarzania kobylego mleka. Tak pisze o tym ciekawym procederze Herodot:

„Scytowie oślepiają wszystkich swych niewolników – z powodu mleka kobylego, które jest ich napojem, a które uzyskują w ten sposób: biorą kościane dmuchawki, wtykają je w części rodne klaczy, dmą w nie ustami, a gdy jeden dmie drugi doi. Czynią to z następującego powodu: żyły klaczy nabrzmiewają wskutek dęcia a jej wymię się zwiesza. Po wydojeniu wlewają mleko do drewnianych wyżłobionych naczyń i ustawiwszy ślepców dokoła tych naczyń, każą im mleko mieszać; co z niego osadzi się w górze to zbierają i uważają za cenniejsze, a co zostaje na spodzie, za gorsze od wierzchniego. Z tego powodu oślepiają każdego, kogo wezmą do niewoli: nie są, bowiem rolnikami, lecz koczownikami”.
Znana była niezwykła pomysłowość w trakcie polowań z koniem. Oto przykład jak czynili to Scytowie z plemienia Jyrków (Herodot):

„Myśliwy włazi na drzewo i tam siedzi na czatach. Każdy zaś ma konia pod ręką, który nauczony jest leżeć na brzuchu, aby wydać się niepokaźnym i psa. Skoro łowca zobaczy z drzewa dziczyznę, strzela do niej z łuku, dosiada konia i ściga ją, pies bieży w jego ślady”.

Sarmaci

Ze Scytami spokrewnieni byli jedni z najsłynniejszych jeźdźców starożytności – Sarmaci (absolutnie nic wspólnego z polską szlachtą, która w niebywale fantazyjny sposób kojarzyła swe korzenie z tym ludem). Był to lud, który sąsiadując ze Scytami właściwymi wykorzystał osłabienie ich państwa na stepach nad czarnomorskich i dokonał udanej inwazji w II p.n.e. Źródłem inwazji na Scytów był „rozwój koczowniczych form hodowli, wymagających ogromnych pastwisk i niewolników do pilnowania stad”.
Otóż Sarmaci sławę zawdzięczają głównie tym że dali się niezwykle we znaki wojskom rzymskim. O ich wpływie na kształt konnicy Rzymu będziemy pisać w rozdziale poświęcony Rzymianom. Sarmaci tworzyli związek plemion, do którego zalicza się: Jazygów, Roksolanów, Syraków, Aorsów, Antów i Alanów. Najwcześniejsi Sarmaci, około 600 p.n.e. zasiedlali dorzecze dolnej Wołgi. Prowadząc koczowniczy lub osiadły tryb życia zamieszkiwali tereny między Mołdawią, Ukrainą, Polską, wybrzeżami Morza Czarnego, Jeziora Aralskiego, poprzez Kazachstan do Ałtaju i południowej Syberii.
Ślady ich pobytu odkryto głównie w dopływach Dniestru, Dniepru, delt Amu-darii i Syr-darii, wzdłuż brzegów Wołgi, Samary i na Uralu. Ich organizacja społeczna była bardzo podobna do scytyjskiej. Po okresie wojen i podbojów wytworzyła się warstwa arystokracji, której przedstawiciele chowani byli w bogato wyposażonych kurhanach. Charakterystyczną cechą społecznych stosunków w sarmackich plemionach jest ważna rola kobiety w społeczności. Waleczne Sarmatki, szczególnie niezamężne, ruszały w bój na równi z mężczyznami. Jak podaje nieoceniony w tej mierze Herodot wzięło się to stąd że pierwotnie Sarmaci byli młodzieżą scytyjską która napotkawszy grupę amazonek założyła z nimi własną społeczność po czym wspólnie razem wywędrowali na teren Europy. Armie plemion sarmackich nie były zlepkiem drwali lecz stanowiły realną siłę. W II w. p.n.e. Syrakowie mogli wystawić 20 tys. jazdy, Aorsowie zaś 200 tys. Wojownikiem mógł być każdy mężczyzna zdolny do noszenia broni. Jazdy konnej uczono ich od najmłodszych lat. Bardzo szybko od wczesnych lat dziecięcych uczono ich także w posługiwaniu się bronią.

W I w. p.n.e. wyodrębnić można u Sarmatów podział na lekką i ciężką jazdę. Jeźdźcy ciężkozbrojni walczyli 5 metrową włócznią i długim ponadmetrowym mieczem. Te właśnie ataki na włócznie zapewniły Sarmatom wieczną sławę. Efekt bowiem był piorunujący gdy w cwałujący wojownik z trzymaną oburącz włócznią (z prawej lub lewej strony) z dzikim wrzaskiem wbijała się w linię wroga. Jego atak wspomagał konny łucznik, również chroniony zbroją łuskową. Gdy kopijnik atakował, łucznik wycofywał się strzelając bez przerwy z łuku. Dawało to efekt potężnego uderzenia przy wsparciu strzeleckim, które wrogów przyprawiały o gęsia skórkę – szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę że takich par w bitwie było 20 – 30 tys. Ochronę stanowiły hełm, łuskowa zbroja do kolan o krótkich rękawach. Jazda ciężka rekrutowała się głównie z arystokracji plemiennej, która mogła sobie pozwolić na wysokie koszta wyposażenia i lepsze konie. Warto dodać także że bogatsi przedstawiciele plemienia zobowiązywali się utrzymywać 10 – 20 jeźdźców lekkozbrojnych. Hełmy były z grubej skóry, uzupełniały je plecione tarcze. Główną bronią lekkiej jazdy były łuki. Sarmaci używali rzemieni przywiązanych do włóczni aby nie zgubić jej w walce. Wielu sarmackich jeźdźców przywiązywało włócznie do szyi konia i jego ogona. Niektórzy badacze wskazują także na użycie przez Sarmatów rzemieni na pięty jako rodzaj prototypu strzemienia Były to rzemienie przewiązywane na lewej stronie. Ukazuje to stela nagrobna sarmackiego wojownika Tryfona. Przy jego rzędzie można dostrzec pętle na lewej piecie, którą niektórzy identyfikują z wczesnym prototypem strzemienia.

Teoria ta głosi iż w trakcie walki włócznią wojownicy sarmaccy zapierali się o nią by zwiększyć skuteczność ciosu lub by nie wypaść z siodła w trakcie jego zadawania. Hipoteza ta mimo iż ma wielu swoich zwolenników pozostaje na razie w sferze trudnej do udowodnienia. Sarmaci bardzo chętnie przyjmowani byli do służby w cesarstwie rzymskim, jednak równie ochoczo zaciągali się w szeregi jego wrogów, by łupić i palić. Faktem jednak jest, że wiele konnych oddziałów rzymskich I – II wieku wzorowało się na talentach hippicznych sarmatów. Bardzo prawdopodobnym jest że to właśnie Sarmaci wynaleźli siodło rogate – kwadratowy szkielet z drewnianych listewek i skóry rozłożony prostopadle do końskiego grzbietu. Do tego w każdym z 4 kątów przyczepiane były wysokie drewniane pionowe wypustki. Wielu badaczy podziela zdanie, że Sarmaci używali kolczug, które zapożyczyli od Celtów lub persów. Dzięki nim wojownicy sarmaccy zyskiwali lepsze oparcie w trakcie boju oraz możliwość swobodniejszego zsuwania się na bok konia w pełnym pędzie, zahaczając zewnętrznym kolanem o jedna z takich wypustek. Prawdopodobnie właśnie od Sarmatów, siodło rogate powędrowało na zachód do Celtów oraz na wschód do Partów i Persów. Z czasem zaś przyswoili je sobie Rzymianie. Najprawdopodobniej i Sarmaci i Scytowie atakowali w szyku klinowym.
Pierwszymi poskramiaczami koni musiały być plemiona koczownicze, które jeszcze nie prowadziły osiadłego trybu życia. Wydaje się że należy tu wskazać obszar od Podola do stepów Mongolii jako ten gdzie najwcześniej jakiś Homo sapiens jechał wierzchem. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy najpierw jeżdżono wierzchem czy też najpierw wymyślono rydwan, jako że żyjące ówcześnie gatunki nie były w stanie (z uwagi na słaby kościec unieść jeźdźca). Wydaje się jednak że jazda wierzchem jest bardziej naturalną i spontaniczną drogą poskromienia koni. Z uwagi na cechy wydaje się też prawdopodobne że pierwszymi udomowionymi egzemplarzami były klacze (młode lub ewentualnie źrebne). Ogiery jako bardziej agresywne z pewnością były zbyt niebezpieczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz