Translate

wtorek, 21 października 2014

Teoria trzech bram europejskich – The theory of three european gates.

Teoria trzech bram europejskich – The theory of three european gates


Nie spotkałem się z oficjalną nazwą tę teorii więc jeżeli jej jeszcze nie wyartykułowano ja to czynię pierwszy, ogłaszam Teorię 3 bram europejskich - The theory of three european gates.
W dużym skrócie mówi ona rzecz następującą:
Jeżeli prawdą jest, co ogłosi współczesna archeologia i antropologia, że kolebką ludzkości jest Afryka i wszelkie humanoidy mogły się pojawić w Europie tylko poprzez przybycie z zewnątrz to mogły to zrobić tylko trzema drogami – A Cieśninę Gibraltarską (brama afrykańska) – B – cieśniny czarnomorskie Bosfor i Dardanele (mała brama azjatycka) – C – wielka brama europejska (zwana też stepową) . Sama teoria jak i nazwiennictwo w całości ukute przeze mnie osobiście i zastrzegam prawa autorskie.
Teoria trzech bram pociąga za sobą następujące pytania:
1. Którędy przybyli pierwsi humanoidzi? Chyba że oni już byli "od zawsze" co sugerował by fakt istnienia różnych gatunków ludzi tj. np.: Neandertalczyków czy Denisovian.
2. Którędy przybyli pierwsi Homo Sapiens ? (O ile w ogóle musieli przybyć, a nie wyewaluowali na miejscu)
3. Dlaczego na półwyspie Iberyjskim, mimo potencjalnego najwcześniejszego przybycia humanoidów nie rozwinęła się żadna tzw. „kultura wyższa” ?
4. Dlaczego kultura grecka osiągnęła tak wysoki poziom i akurat w tym miejscu geograficznym ?
Brama afrykańska (A) - bezpośrednie połączenie Europy i Afryki sugeruje, że właśnie tędy mogły najwcześniej dotrzeć pierwsze humanoidy. Byłoby to całkiem logiczne gdyby nie fakt, że punkt ten jest mocno oddalony od hipotetycznego matecznika ludzkości czyli Afryki środkowej i okolic jeziora Wiktorii, a dodatkowo odgrodzony przez Saharę, choć w przeszłości jej obszar mógł być znacznie, znacznie mniejszy.
Brama mniejsza azjatycka (B) – położona najbliżej najstarszych wysokorozwiniętych kultur (Egiptu, Fenicji, Babilonu) i najstarszego odkrytego rejonu osadnictwa rolniczego tzw. Żyznego Półksiężyca. Kultura grecka położona jest najbliżej tej bramy.
Brama C – wielka brama europejska .


czwartek, 18 września 2014

Ragnarok - nie tylko mit ?

Poniżej tekst, który potwierdza że w każdym micie jest ziarno prawdy. Tym razem chodzi o mit Ragnarok o którym pisałem w jednym z wcześniejszych postów.
Źródło: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/111274,tajemnicza-chmura-zabila-miliony-ludzi

Zagadkowe zjawisko wystąpiło w latach 536-537 naszej ery w Europie i Azji. Niebo przysłoniła chmura, która przyniosła śnieg w środku lata i śmierć milionów ludzi. Jak wytłumaczyć ten fenomen?


Najnowsze odkrycie naukowców brzmi na pierwszy rzut oka, jak scenariusz hollywodzkiego horroru. Jednak to zdarzyło się w rzeczywistości i aż po dziś dzień pozostaje zagadką.

Według świadectw pisemnych, które poparte zostały badaniami słojów drzew i dowodami archeologicznymi w latach 536-537 naszej ery niebo pomiędzy Europą, Azją Mniejszą aż do Chin przykryła tajemnicza chmura.

Cały ten czas przysłaniała ona słońce, przez co w niektórych miejscach nawet latem padał śnieg, a z powodu głodu wymarła 1/3 mieszkańców Europy, 80% mieszkańców Chin, a w Skandynawii mogło umrzeć nawet 75-90% populacji.

Wystąpienie tego zjawiska odkryto w latach 80, gdy amerykańscy naukowcy poszukiwali śladów dawnych wybuchów wulkanów.

Znaleźli oni zapiski kronikarzy żyjących w okolicach roku 536, a także wiele wieków później, którzy opisali to zjawisko.

Jan z Efezu - jeden z ważniejszych historyków i filozofów tego okresu pisał, że „słońce dawało ciemne światło, tak jak księżyc, przez cały rok. Przypominało to słońce podczas zaćmienia, jego promienie nie były tak jasne jak zazwyczaj”.

Inni, jak na przykład Jan Lydos, pisali o całkowicie zniszczonych przez tajemniczą mgłę plonach, co miało doprowadzić w Europie do ogromnych problemów. "Słońce pociemniało, gdyż powietrze jest ciężkie od wilgoci. Plony zostały zniszczone w tym trudnym czasie".

W Chinach z kolei pisano o tym, że nie dało się w roku 536 dostrzec na niebie gwiazdy Kanopus w konstelacji Kila, a dwa kolejne lata były okresem chłodów i śniegu w okresie letnim, głodu i suszy. W niektórych rejonach Chin wymarło nawet do 80% ludności.
Dowody na potwierdzenie tych wszystkich zapisów udało się znaleźć w słojach sosen, dębów i wyczyńców w Europie i Ameryce Północnej, a także w Mongolii i na Syberii. Dało się tu dostrzec różnice pomiędzy konkretnymi regionami - w niektórych największy kryzys zaczął się kilka lat wcześniej niż w innych, lecz ogólnie można mówić o 10-letniej anomalii klimatycznej.

Najgorzej sytuacja wyglądała w Skandynawii, gdzie na terenie dzisiejszej Szwecji opuszczono w tym czasie około 75% wiosek, a na południu Norwegii odkryto wzrost liczby pochówków o 90-95%.

Tamtejsi kronikarze pisali o Fimbulvinter - trzyletniej, strasznej zimie, która według mitologii nordyckiej miała poprzedzać zniszczenie świata - Ragnarök. Do dziś nie wiadomo jednak co spowodowało takie zabójcze zjawisko.

Czy była to ogromna erupcja wulkaniczna, czy też może bliski przelot wielkiej komety, która pozostawiła po sobie chmurę drobnych cząsteczek unoszących się w powietrzu, które nie pozwalały promieniom słonecznym na docieranie do ziemi i w ten sposób doprowadziły do ochłodzenia klimatu. www.twojapogoda.pl


Kiedy w Europie pojawił się człowiek ?


Żródło: http://www.rp.pl/artykul/1036760.html
Odkrycie najdawniejszych śladów obecności człowieka w Europie Zachodniej pozwala przesunąć czas dotarcia praludzi na nasz kontynent.
Znalezisko to skamieniały ząb trzonowy odkryty podczas wykopalisk w Barranco León w regionie Orce w południowo-wschodniej Hiszpanii. Datowanie za pomocą spektroskopii elektronowym rezonansem spinowym (ESR) pozwoliło określić wiek znaleziska w przedziale od 1,03 do 1,73 mln lat. Na podstawie innych metod, np. paleomagnetyzmu i biochronologii, badacze ustalili, że ząb ma około 1,4 mln lat.

„Inne szczątki ludzi z miejscowości Sima del Elefante, w północnej Hiszpanii, mają 1,2 miliona lat. A teraz mamy dowody na starszy wiek naszego znaleziska” – pisze dr Isidro Toro-Moyano z kolegami z zespołu na łamach magazynu „Journal of Human Evolution”. „W tej chwili ząb z Barranco León jest najstarszym znanym śladem praludzi w Europie Zachodniej”.
Naukowcom nie udało się zidentyfikować gatunku praludzi, do którego należał ząb. Najprawdopodobniej jest związany z Homo erectus, gatunkiem człowieka, który opuścił Afrykę i skolonizował Eurazję. Ząb znaleziono w miejscu, gdzie odkryte zostało ponad 1200 krzemiennych artefaktów i kości dużych ssaków.
Artefakty zostały wykonane techniką znaną z kultury old- uwajskiej. Jej nazwa pochodzi od Wąwozu Olduvai w Afryce Wschodniej, gdzie w latach 30. ubiegłego wieku odkryto szczątki hominidów i narzędzia. Takie same znalezione zostały także w Dmanisi w Gruzji, gdzie najwcześniejsze ślady człowieka pochodzą sprzed ok. 1,8 mln lat.
Ze względu na ząb i jego datowanie oraz cechy narzędzi z kamienia i szczątki zwierząt naukowcy stwierdzają, że Europa została skolonizowana wkrótce po pierwszej migracji z Afryki. Pierwszym dowodem wyjścia z Afryki były dotąd odkrycia w Dmanisi.

Oryginalny tytuł powyższego tekstu brzmi: Jak Afrykanie stali się europejczykami?, ale tytuł zupełnie nie przystaje do treści. Po pierwsze nie ma dowodów że znalezione zęby pochodzą od hominidów przybyłych z Afryki. Ważniejszą kwestią jest jednak pytanie, jeżeli, jak twierdzą naukowcy, przodek człowieka pochodził z Afryki (i tylko z Afryki) to ile lat trzeba by zmienił swoja rasę tylko i wyłącznie pod wpływem klimatu ? 1,4 mln lat wystarczy ? Czy jest to wogóle mozliwe ?

środa, 17 września 2014

Słowianie na Islandii.

SŁ0WIANIE TU BYLI
W żyłach współczesnych Islandczyków płynie nie tylko krew wikingów, o czym wiadomo od dawna, lecz prawdopodobnie także Słowian.
Według średniowiecznych kronik pierwszym mieszkańcem Islandii, wyspy położonej na północnym Atlantyku, był Norweg Ingolf Arnarson. Około 870 roku osiedlił się w miejscu, któremu nadał nazwę Reykjavik, czyli zatoka dymów. Nazwa ta nie jest przypadkowa, ponieważ w pobliżu założonej przez niego wioski znajdowało się wiele gorących źródeł, nad którymi unosiła się para wodna. W poszukiwaniu ziemi uprawnej w ślad za Ingolfem przybywali na Islandię kolejni osadnicy. Jak oceniają historycy, około 1000 roku na wyspie mieszkało niemal 30 tysięcy ludzi (obecnie żyje tam około 280 tysięcy osób).
Od ponad tysiąca lat Islandczycy uważają się za bezpośrednich potomków Skandynawów. Ale kroniki opowiadają także o mężczyźnie zwanym Natfarri, który przybył na Islandię kilka lat przed Ingolfem Arnarsonem. Prof. Przemysław Urbańczyk z Instytutu Archeologii i Etnologii w Warszawie przypuszcza, że człowiek ten był Słowianinem, i to nie jedynym, jaki osiedlił się na wyspie w IX i X wieku. Teorię prof. Urbańczyka potwierdzają wykopaliska, które uczony prowadzi na Islandii wraz z międzynarodową ekipą archeologów. - O ekspansji Słowian na tereny północnoeuropejskie wiemy niewiele. Na pewno jednak byli nie mniej odważni i przedsiębiorczy niż Skandynawowie. Ślady ich obecności można znaleźć nawet na dalekiej północy - mówi prof. Urbańczyk.
Większość współczesnych Skandynawów została wychowana w przekonaniu, że w okresie wypraw wikingów (IX-XI wiek) jedynie ich przodkowie podejmowali odważne wyprawy łupieżcze i handlowe, przemierzając rzeki i morza Europy, zwłaszcza jej wschodniej części. Według obowiązujących do niedawna teorii średniowieczna kultura północnoeuropejska była na znacznie wyższym stopniu rozwoju niż słowiańska. Skandynawskie znaczyło po prostu lepsze.
Pierwszy, który odważył się zweryfikować ten pogląd, był szwedzki naukowiec dr Mats Roslund z uniwersytetu w Lund. W opublikowanej dwa lata temu książce "Goście w domu" dowodzi, że około roku 1000 "Słowianie mieli głęboki wpływ na kulturę skandynawską". Przynajmniej przez 250 lat w północnej Europie panowała prawdziwa "moda na słowiańszczyznę". Ceramika, której używano m.in. w Szwecji, była importowana między innymi z Rusi lub produkowana w Skandynawii na wzór ruskiej. Rzemieślnicze umiejętności Słowian były tak wysoko cenione, że zachęcano ich do osiedlania się w Szwecji oraz Danii i wytwarzania naczyń na potrzeby lokalnego rynku.

Publikacja szwedzkiego badacza wywołała burzę wśród skandynawskich archeologów i historyków. Dotąd żaden z nich nie zajmował się problemem słowiańskiego osadnictwa w północnej Europie. Uczeni skupiali się przede wszystkim na badaniu dziejów wypraw podejmowanych przez mieszkańców Północy. Dotychczas znane źródła historyczne: kroniki, sagi i znaleziska archeologiczne interpretowano jako dowody zwycięskiej ekspansji handlowej i osiedleńczej Skandynawów na tereny Rusi (gdzie założyli m.in. Kijów i Nowogród), północnej Francji (obszar, który skolonizowali, do dziś nazywa się Normandią, od Nordmann - człowiek północy) oraz Wysp Brytyjskich i Islandii.
Zasiedlenie tej smaganej północnymi wiatrami wyspy było wielkim sukcesem kolonistów, bowiem Islandia była niezamieszkana, natomiast było na niej pod dostatkiem ziemi uprawnej. W portach Skandynawii żeglarze przekazywali sobie opowieści o rozległych obszarach, które za darmo można wziąć w posiadanie. Dzieje kolonizacji wyspy są bardzo dobrze udokumentowane. Obok sag zachowały się bowiem dwie kroniki, będące zapisem rodowych opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Pierwsza z nich to "Księga Islandczyków", którą około 1130 roku napisał mnich Ari Thorgilsson, zwany Uczonym, druga zaś to XIII-wieczna "Księga zasiedlenia", której autorem jest poeta, polityk i historyk Sturla Thordarson. Oba dokumenty podają mniej więcej te same informacje. Kroniki ze szczegółami opisują, kto i kiedy przypłynął na Islandię, podają nazwę fiordu, na którym się osiedlił, a także z kim się ożenił. A ponieważ na Islandii nazwy miejscowości nie zmieniły się od ponad tysiąca lat, archeolodzy bez problemu mogą zlokalizować domy pierwszych osadników.
Zanim jednak powstał Reykjavik, na wyspę przypłynął Szwed Gardar Svafarsson. "Księga zasiedlenia" wspomina, że na Islandii zimował. Kiedy odpływał, jego statek ciągnął za sobą łódź, na pokładzie której znajdowało się troje ludzi: mężczyzna zwany Natfarri, czyli Nocny Wędrowiec (Skandynawowie zapewne nie potrafili wymówić jego prawdziwego imienia, dlatego nadali mu ten przydomek) oraz niewolnik i niewolnica. Z nieznanych przyczyn lina łącząca statek z łódką zerwała się, a wikingowie porzucili towarzyszy podróży. - Rozbitkowie osiedlili się na wyspie i to właśnie oni byli pierwszymi Islandczykami - uważa prof. Urbańczyk.

Kiedy kilka lat później na Islandię przybył wojowniczy Norweg Eywind Thorsteinsson, spodobała mu się farma, którą Natfarri wybudował dzięki pomocy niewolników. Wypędził Nocnego Wędrowca z jego ziemi, twierdząc, że ten w niewłaściwy sposób oznaczył granice swojej posiadłości. W kronice zapisano, że zamiast obyczajem Skandynawów palić ogniska na granicach pól lub zakopać kawałki srebra w określonych punktach, wyciął znaki na drzewach. Według prof. Urbańczyka dowodzi to, że Natfarri nie znał tradycji północnoeuropejskich, a więc nie pochodził ze Skandynawii. Przybył prawdopodobnie z Rusi, gdzie Gardar Svafarsson wraz ze swym ojcem prowadził interesy. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że pierwszy Islandczyk był Słowianinem ze wschodniej Europy.
Z dotychczasowych wykopalisk prowadzonych na Islandii wynika, że Natfarri nie był jedynym Słowianinem, który się tam osiedlił. Od kilkudziesięciu lat uczeni odkrywają na wyspie prawie kwadratowe półziemianki, czyli budowle, których podłoga znajdowała się poniżej poziomu gruntu. Ich powierzchnia nie przekraczała dwudziestu metrów kwadratowych, a piec zawsze znajdował się w rogu pomieszczenia.
Dla Islandczyków przeznaczenie tych konstrukcji było nie lada zagadką. We wczesnym średniowieczu skandynawskie domy mieszkalne wyglądały bowiem zupełnie inaczej. Były to owalne, długie konstrukcje naziemne z paleniskiem pośrodku. Dlatego pojawiły się hipotezy, że w półziemiankach znajdowały się łaźnie lub magazyny do przechowywania mleka i serów. Według innych teorii w tych pomieszczeniach kobiety przędły i tkały. A ponieważ wszędzie, gdzie odkrywano te tajemnicze chaty, były one najstarszymi budowlami, pojawiła się też koncepcja "tymczasowych domów" wznoszonych przez pierwszych osadników tuż po przybyciu.
- Kiedy uważnie przyglądałem się tym konstrukcjom, zrozumiałem, że mam przed sobą typowe słowiańskie chaty, znane z okresu wczesnego średniowiecza z rozległych terenów rozciągających się od Bałtyku po Bałkany i od Łaby po Dniepr - opowiada prof. Urbańczyk.


Obecnie polski uczony wraz z międzynarodową ekipą archeologów prowadzi na Islandii wykopaliska. Tylko na terenie jednej średniowiecznej osady Sveigakot odkrył trzy charakterystyczne, słowiańskie półziemianki. Zbudowano je po 950 roku. Udało się to ustalić, ponieważ w czasie ich wznoszenia budowniczowie naruszyli warstwę popiołów, powstałych podczas wybuchu wulkanu Veidivotn, jaki miał miejsce dokładnie w połowie X wieku. Do tej pory na terenie Islandii odkryto w kilkunastu miejscach dwadzieścia trzy podobne słowiańskie chaty. Ale tych nietypowych dla wyspy konstrukcji jest zapewne znacznie więcej, bo duża część wczesnośredniowiecznych osad nie została jeszcze w ogóle przebadana.
Prace archeologiczne prof. Urbańczyka zbiegły się w czasie z islandzkimi ogólnonarodowymi badaniami genetycznymi, które przeprowadzono trzy lata temu. Okazało się, że najbliższymi europejskimi krewniakami mieszkańców wyspy nie są wcale Norwegowie, lecz Irlandczycy. Wyniki testów DNA Islandczycy odebrali jako cios w samo serce narodu, bo od setek lat czują się Skandynawami.
Dlaczego jednak średniowieczni islandzcy kronikarze skrupulatnie odnotowali, że wyspę skolonizowali Norwegowie? Bo taką wersję wydarzeń dyktowały względy polityczne. Od początku istnienia kolonii wyspiarze uważali się za poddanych króla norweskiego. W 1262 roku, a więc kilkanaście lat po napisaniu "Księgi zasiedlenia", parlament islandzki oficjalnie przyjął ustawę o dobrowolnym przyłączeniu wyspy do Królestwa Norwegii. - Historycy czasami zapominają, że w wyprawach wikingów brali udział także przedstawiciele innych ludów. Każdy, kto znał język staronorweski i był gotów podporządkować się rozkazom dowódcy, mógł żeglować ze skandynawskimi wojownikami - mówi prof. Urbańczyk. Jedna z sag wymienia nawet pewnego Niemca o przezwisku Turek, który wraz z Erykiem Rudym popłynął na Grenlandię, a potem wziął udział w wyprawie, jaka w roku 1000 dotarła do wybrzeży Ameryki Północnej.
Wiele wskazuje na to, że wśród pierwszych śmiałków, którzy kolonizowali Islandię, byli rzeczywiście Słowianie. Ale czy mężczyzna zwanyNatfarrim - Nocnym Wędrowcem - rzeczywiście pochodził z Rusi? Profesor Urbańczyk chciałby znaleźć odpowiedź na to frapujące pytanie. Pewne wskazówki umożliwiające rozwiązanie tej zagadki kryje "Księga zasiedlenia". Opisuje ona dalsze dzieje wygnanego z pierwszego domu Natfarriego. Mężczyzna osiedlił się w niewielkiej zatoce, która do dziś nazywa się Natffarvika czy po prostu - Zatoka Natfarriego. Obecnie można się do niej dostać niemal wyłącznie drogą morską. Przeprowadzenie wykopalisk w tym miejscu byłoby więc dla archeologów sporym wyzwaniem. Ale ostateczne wyjaśnienie zagadki pochodzenia pierwszego Islandczyka warte jest tego wysiłku.

Historia Słowian -Bibliografia

Bibligraphy of Slavic prahistory:

Anglo Saxon Chronicle, www.britannia.com/history/docs/asintro2.html
Anonim Gall, Kronika polska, tł. R. Grodecki, Wrocław 1982
Antoniewicz J. Wyniki dotychczasowych badań starozytnego osadnictwa jacwieskiego w dorzeczu Czarnej Hańczy Wiadomości Arche t.25 1958 z.1-2
Bukowski Z Nowe znaleziska scytyjskie z Polski Archeologia Polski t.4 1960 z.2
Chmielewska M. Łużyckie i scytyjskie zabytki znalezione w schronisku skalnym w miejsc. Rzedkowicepow. Zawiercie Wiadomości Arche t. 23 1956 z.1
Gurba J Grób wojownika z pożnego okresu lateńskiego z Masowa w pow. Garwolińskim Przegląd Archeologiczny” t.10 1958Kołodziejski A, Najeźdźcy zjawili się jesienią „Z otchłani wieków 1970
Kostrzewski Chmielewski Jażdżewski Pradzieje Polski 1965
Plezia M., Greckie i łacińskie źródła do najstarszych dziejów Słowian 1952
Głosik Jerzy, Pościg za skarbami, Ludowa spółdzielnia wydawnicza Warszawa 1974
Gardawski A. Ziemia odsłania tajemnice Nasza Księgarnia Warszawa 1974 4 skany
Gąssowski J. Dzieje i kultura dawnych Słowian Warszawa 1964
Gąssowski J. sztuka pradziejowa w Polsce, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe Warszawa 1975 ( pierwsze skany)
Geograf Bawarski, Opis grodów i krajó z północnej strony Dunajuw : Monumenta Poloniae Historica, opr.A.Bielowski t. I Warszawa 1960,
Helmold, Kronika Słowian, Warszawa 1974 http://h.3--3.org/sredn001.html, 2003
Hensel W. Ziemie polskie w pradziejach Warszawa 1969
Kosmas, Kronika Czechów, tł. wstęp i kom. M. Wojciechowska, Warszawa 1968,
Kozłowski S.K. Pradzieje ziem polskich od IX do V tysiąclecia p.n.e. Warszawa 1972
Kostrzewski J. Kultura prapolska, Warszawa 1962
Kramarek J. Polska sztuka przedpiastowska Ossolineum 1975 – 2 zdjecia
O. Jurewicz, Historia literatury bizantyńskiej, Wrocław itd. 1984
Nestor, Powieść dawnych lat, : Monumenta Poloniae Historica, opr. A. Bielowski, t. I Warszawa 1960,
Vademecum historyka starożytnej Grecji i Rzymu, tom III: Źródłoznawstwo czasów późnego antyku, pod. red. E. Wipszyckiej, W-wa 1999.
http://www.jlukaszewski.republika.pl/heimskringla.html
http://www.lorica.pl/historia-szermierki/czytelnia.php
Możesz też zajrzeć do jakiejkolwiek biografii cesarza Justyniana. Po polsku masz bodaj trzy:

R. Browning, Justynian i Teodora, W-wa 1977
T. Wolińska, Justynian Wielki, Kraków 2003
J. A. Evans, Justynian i Imperium Bizantyńskie, wyd. w 2008 r.

Börm, Henning: Prokop und die Perser. Stuttgart: Franz Steiner Verlag, 2007.
Brodka, Dariusz: Die Geschichtsphilosophie in der spätantiken Historiographie. Studien zu Prokopios von Kaisareia, Agathias von Myrina und Theophylaktos Simokattes. Frankfurt am Main: Peter Lang, 2004.
Cameron, Averil: Procopius and the Sixth Century. Berkeley: University of California Press, 1985.
Evans, James A. S.: Procopius. New York: Twayne Publishers, 1972.
Greatrex, Geoffrey: The dates of Procopius' works; in: BMGS 18 (1994), 101-114.
Greatrex, Geoffrey: Rome and Persia at War, 502-532. London: Francis Cairns, 1998.
Greatrex, Geoffrey: Recent work on Procopius and the composition of Wars VIII; in: BMGS 27 (2003), 45-67.
Howard-Johnston, James: The Education and Expertise of Procopius; in: Antiquité Tardive 10 (2002), 19-30
Kaldellis, Anthony: Procopius of Caesarea: Tyranny, History and Philosophy at the End of Antiquity. Philadelphia: University of Pennsylvania Press, 2004.
Martindale, John: The Prosopography of the Later Roman Empire III, Cambridge 1992, 1060–1066.
Meier, Mischa: Prokop, Agathias, die Pest und das ′Ende′ der antiken Historiographie, in: Historische Zeitschrift 278 (2004), 281–310.
Rubin, Berthold: Prokopios, in: RE 23/1 (1957), 273–599. Earlier published (with index) as Prokopios von Kaisareia, Stuttgart: Druckenmüller, 1954.
Treadgold, Warren: The Early Byzantine Historians, Basingstoke 2007, 176-226.
Курбатов, Г. Л.. Ранневизантийские портреты : К истории общественно-политической мысли. Ленинград Изд-во ЛГУ, 1991. 270, [2] с. ISBN 5-288-00543-5.
А. А. Чекалова. Прокопий Кесарийский. Личность и творчество. В Прокопий Кесарийский. Война с персами. Война с вандалами. Тайная история. Алетейя, СПБ — 1998, ISBN 5-89329-109-3
Cameron, Averil. Procopius and the Sixth Century. Berkeley: University of California Press, 1985.
Brodka, Dariusz: Die Geschichtsphilosophie in der spaetantiken Historiogrphie. Studien zu Prokopios von Kaisareia, Agathias von Myrina und Theophylaktos Simokattes . Frankfurt am Main: Peter Lang, 2004.
Börm, Henning: Prokop und die Perser. Stuttgart: Franz Steiner, 2007.
Cameron, Averil: Procopius and the Sixth Century. Berkeley: University of California Press, 1985.
Evans, James A. S.: Procopius. New York: Twayne Publishers, 1972.
Greatrex, Geoffrey: The dates of Procopius' works. BMGS 18 (1994), 101-114.
Greatrex, Geoffrey: Recent work on Procopius and the composition of Wars VIII, BMGS 27 (2003), 45-67.
Kaldellis, Anthony: Procopius of Caesarea: Tyranny, History and Philosophy at the End of Antiquity. Philadelphia: University of Pennsylvania Press, 2004.
Prokopiusz z Cezarei, Historia sekretna, przekład Andrzeja Konarka, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1977.
Prokopiusz z Cezarei, O budowlach, przełożył, wstępem, objaśnieniami opatrzył P. Ł. Grotowski, Warszawa 2006.
Woźniak Z., Osadnictwo celtyckie w Polsce, Instytut Historii Kultury Materialnej PAN, Ossolineum 1970
Moszyński K. , Pierwotny zasięg języka prasłowiańskiego. Wrocław 1957
Ułaszyn T., Praojczyzna Słowian, Łódź 1959 PWN
Lehr-Spławiński T., O pochodzeniu i praojczyźnie Słowian, Poznań 1946
Gediga B., Śladami religii Prasłowian, Wrocław 1976, Ossolineum
Jażdżewski K., Atlas do pradziejów Słowian, cz. I i II Łódź 1948


wtorek, 16 września 2014

Potencjał demograficzny Słowiańszczyzny

W książce Stanisława Trawkowskiego „Jak powstawała Polska” Wiedza Powszechna Warszawa 1966, natknąłem się na ciekawe rozważania dotyczące szacunkowej ilości żyjącej we wczesnym średniowieczu ludności, na stronie 173 czytamy: „Całą ludność naszego kraju (?) na przełomie X i XI w. ocenia się w wyniku żmudnych i subtelnych rozważań, na około milion kilkadziesiąt tysięcy. Nie rozporządzamy oczywiście żadną statystyką dla owych czasów jest to więc tylko pewien bardzo niedokładny i jedynie z grubsza przybliżony szacunek. Może zatem było nieco więcej ludności, półtora miliona, lub niespełna dwa miliony, a może zaledwie kilka tysięcy ponad milion” , i dalej czytamy: „W tym samym okresie według szacunkowych obliczeń na obszarze ówczesnych Niemiec mieszkało około 3,5 mln, ludność Czech i Moraw wynosiła prawie pół miliona. Rusi zaś około 4,5 mln.”
Ciekawym jakie to były owe „żmudne i subtelne rozważania” autora …. ale mniejsza z tym. Przyjmując, że każda plotka ma jakieś ziarno prawdy przyjmując, że z grubsza autor prawidłowo oszacował te wielkości postanowiłem porównać podane wielkości do wielkości współczesnych co powinno nam dostarczyć przesłanek do określenia wielkości również innych ludów wczesnego średniowiecza. Oczywiście postępowanie takie jest dosyć ryzykowne i obarczone możliwością wyciągnięcia błędnych wniosków, aczkolwiek obliczenia warto przeprowadzić.
Za wskazanym autorem przyjąłem więc wielkości wyjściowe X wiecznej Europy: Germania 3,5 mln, Polska 1,5 mln, Czechy 0,5 mln Ruś 4,5 mln. Daje nam to orientacyjne proporcje: 7:3:1:9

Zestawmy teraz wielkości populacji współczesnej europy:

Żywioł Romański Żywioł Germański Żywioł Słowiański
Italia: 58 mln Niemcy: 80 mln Rosja cz. eu.: ok. 100 mln
France: 59 mln Holandia: 15mln Ukraina:50 mln
Spania: 40 mln UK: 60 mln Czechy: 10 mln
Portugal: 11mln Norvegia: 4 mln Słowacja: 5 mln
Rumunia: 24 Szwecja: 9 mln Polska: 35 mln
Dania: 5 mln Dawna Jugosławia: 20 mln
Belgia: 10 mln Białoruś: 10 mln
Austria: 8 mln Litwa: 4 mln
Bulgaria: 9 mln
192 mln 191 mln 243 mln

W ten sposób mamy najprostsze (żeby nie powiedzieć prymitywne) zestawienie, z którego jednak można wyciągnąć bardzo daleko idące i interesujące wnioski.
Wniosek pierwszy: analizując liczbę państw z poszczególnych żywiołów wydaje się, że:
1. na obszarze, gdzie władza Imperium rzymskiego była najmocniej zakorzeniona utrzymały się stosunkowo duże twory państwowe o stosunkowo dużej populacji.
2. Żywioł germański, który tylko częściowo został podporządkowany Rzymowi charakteryzuje się już większą liczbą państw i znacznym zróżnicowaniem potencjału ludnościowego
3. Żywioł słowiański, dysponuje największą liczbą państw (uwzględniając rozpad Jugosławii ) 14 państw co jest konsekwencją nie tylko braku elementu scalającego w postaci rządów imperium, a i też z pewnością echem pradziejowego rozbicia plemiennego.
Przyjmując w uproszczeniu, że przyrost ludności dla każdego żywiołu był podobny na przestrzeni wieków, musimy stwierdzić że wartości wyjściowe, czyli liczba protoplastów w każdym żywiole musiała być odpowiednio proporcjonalna. Ponieważ z zestawienia wynika że najliczniejszy był żywioł słowiański – (orientacyjnie około 20 % liczniejszy od dwu pozostałych) musiał posiadać odpowiednio duże terytorium do wyżywienia się, niezależnie gdzie byśmy protoplastów słowian nie umieścili : czy na stepach nadkaspijskich, czy w dolinie Dniestru, czy nizinie polskiej, czy nawet dalekiej Syberii.
Ponadto liczby te skłaniają do przychylenia się do teorii autochtonicznej pochodzenia Słowian. Po prostu tak wielka masa Słowian nie mogła „nagle” – jak się podkreśla , zalać tak dużego terytorium w dodatku bez echa ścierania się z innymi ludam izamieszkujacymi ten obszar – a mówimy tu o obszarze pół Europy : od Grecji do Danii.

niedziela, 14 września 2014

Bogowie/bóstwa Słowian

BOGOWIE SŁOWIAN
• PERUN; ŚWIĘTOWIT; JARYŁO; RUJEWIT - Jak można sądzić na podstawie świadectw historycznych, archeologicznych, folkloru i ustaleń językoznawców, najwyższe miejsce wśród bogów słowiańskiego panteonu zajmował bóg błyskawic i burzy - Perun. Był on także bogiem jasnego nieba, a przede wszystkim nadzorował porządek życia i funkcjonowania nieba i ziemi. Czczono go też prawdopodobnie jako opiekuna plemienia, który wspólnocie zapewniał dobrobyt. Jak większości bogów słowiańskich, w różnych rejonach Słowiańszczyzny nadawano mu rozmaite imiona, lecz wszędzie pełnił funkcje najwyższego boga, gwaranta porządku kosmicznego. Słowianie połabscy zwali go Świętowit albo Rujewitem (Rugiewitem). Także Jaryło, którego kult jest znany z obszaru Białorusi mógł być identyczny z Perunem.
• WALES; TRZYGŁÓW; TROJAN - Innego wielkiego boga - Welesa, średniowieczni autorzy wspominają jako opiekuna bydła, ale także boga magii, przysięgi i zaświatów. Niektórzy badacze uważają, że jego odpowiednikami w wierzeniach Słowian połabskich i Pomorzan był Trzygław (Trzygłów), na Bałkanach czczony jako Trojan. Wieleci uważają Trzygława za boga wojny, obdarzonego czarnym wróżebnym koniem, władającego sztormami. Przedstawiali go w postaci posągu o trzech głowach symbolizujących władzę nad trzema światami: niebem , ziemią i podziemiem.
• SWARÓG; SWAROŻYC; DAŹBÓG - Słowianie czcili także Swaroga, któremu cześć oddawano razem z jego synem Swarożycem. Obaj są utożsamiani ze światłem: Swaróg, jako ojciec Łączony jest ze Słońcem natomiast Swarożyc, jego syn - z ogniem. Słowianie uznawali Słońce za ciało niebieskie życzliwe i dobroczynne. Nazywano je twarzą lub okiem bożym, zakazywano pokazywać palcem albo ustawiać się do niego plecami podczas żniw. Swarożyc, zwany także na Rusi Daźbogiem, był bogiem ognia domowego i ofiarnego. Stosunek Słowian do ognia miał polegać na czci, bojaźni i przywiązaniu. W ognisku domowym przechowywano stale żar, który przenoszono na nowe mieszkanie, darowywano go także synowi, gdy wyprowadzał się do innej chaty.
• MOKOSZA - Jest rzeczą charakterystyczną dla Słowian, że ich bogowie mieli zwykle postać męską. Jedyne bóstwo kobiece, które wchodziło w poczet bóstw naczelnych, to Mokosza. Zapewniała ona płodność, urodzaj i powodzenie materialne. Boginię kojarzoną z wilgotną, urodzajna ziemią.
• STRZYGA; STRZYGOŃ; UPIÓR - Taki los czekał dusze ludzi, którzy odeszli w sposób uważany przez Słowian za naturalny. Dusze tych, którzy zginęli nagle lub przedwcześnie (samobójcy, porońce, topielcy, zmarli w dniu ślubu itp.), stawali się istotami szkodliwymi. Z nich wywodzą się strzyga, strzygoń i upiory.
• UTOPIEC; WODNIK; RUSAŁKA - Szczególnie w rejonach jezior, rzek i bagien pojawiały się duchy będące duszami osób zmarłych w sposób nienaturalny. Zwano ich m.in. utopcami, wodnikami, rusałkami.
• BOROWY; BORUTA; BABA-JAGA; LEśNY DUCH - Obszary lasów i puszcz, stanowiącej w epoce starożytnej i średniowieczu barierę komunikacyjną prawie nie do pokonania, miały własne duchy, którzy rzadko były duszami zmarłych ludzi. Znany jest w folklorze słowiańskim pan lasów, zwany leśnym duchem, ale też borowym lub borutą. Przybierał on czasami postać zwierzęcą, pasał stada jeleni, saren i zajęcy. Temu leśnemu panu, nieprzyjaznemu wobec ludzi, przydawano niekiedy kobietę, leśną matkę, utożsamianą z Babą-Jagą. Także zwierzęta leśne mogły być przedmiotem kultu, a to z racji ich siły i grozy, którą budziły. Szczególnym szacunkiem cieszył się niedźwiedź i dzik.
• SMOKI; CHMURNICY; PŁANETNICY - Obszar powietrza zamieszkiwały zarówno istoty samoistne, jak i dusze ludzkie. Ciekawy przykład istot samoistnych smoki powietrzne powstawały ze żmii, która wypuszczała pazurzaste łapy i ogromne skrzydła. Smoki te były dobroczynne. Inne istoty powietrzne to chmurnicy (płanetnicy). Według różnych podań ludowych raz mogli nimi być młodzi ludzie porwani przez trąbę powietrzną, by kierować chmurami, innym razem - dusze śpiących młodych kobiet lub mężczyzn, które miały odpędzać grad lub - w czasie suszy - sprowadzać deszcz.
• DOMOWNIK; DOMOWICHA; DZIADEK; NOCNICA; POŁUDNICA - Ostatnie środowisko zasiedlone przez duchy stanowił krąg ludzkich osiedli. Zamieszkujące go duchy, to przede wszystkim dusze przodków, pomagające w prowadzeniu domu i przezwyciężaniu codziennych kłopotów rodziny czy rodu. Najważniejszym z nich był domowy (zwany także domownikiem lub dziadkiem). Wyobrażano go często jako istotę podobną do głowy rodziny albo zmarłego dziadka. Domowy miał często towarzyszkę - domowichę. Zdarzały się także istoty złośliwe, na przykład nocnice, które powodowały bóle piersi u matek. Latem na polach mogły w południe pojawiać się południce, które choć nieco złośliwe, spełniały pożyteczną funkcję - strzegły plonów.