Translate
niedziela, 14 grudnia 2014
New government of Ukraine - Новий уряд України
W nowym rządzie Ukrainy zasiadać będzie troje ministrów, którzy do wtorku byli cudzoziemcami i otrzymali tego dnia na mocy dekretu prezydenta Petra Poroszenki ukraińskie obywatelstwo. Są to: obywatelka USA ukraińskiego pochodzenia Natalia Jaresko, która ma stanąć na czele ministerstwa finansów, Litwin Aivaras Abromaviczius, który ma objąć resort gospodarki, oraz Aleksandr Kwitaszwili, były minister zdrowia Gruzji, proponowany w rządzie Jaceniuka na stanowisko ministra zdrowia.
Czy to czegoś Nam nie przypomina???? .......
sobota, 8 listopada 2014
Wszyscy jesteśmy nomadami
Nota całkowicie z inspiracj ilektury : M. Dzieduszycka-Ziemilska "Wszyscy jesteśmy nomadami", Świat książki, Warszawa 2012 oraz Bolesław A. Uryn "W świecie jurt i szamanów".
Temudżyn (Czyngis-chan) (panował w latach 1206-1227) otrzymał miano patriarchy wszech czasów - był najskuteczniejszym dominującym samcem alfa w całej histori świata. Naukowcy dowodzą że Wielki Chan nie wyglądał jak typowy Mongoł, miał mieć rude włosy i ponadprzeciętny wzrost co miało być spowodowane domieszką genów z zachodu widoczną już u babki bohatera. Jak podaje autor : "spotyka się dzieci z przypominającym siniak charakterystycznym "piętnem mongolskim" w dolnej części pleców. Plamka ta zupełnie znika z wiekiem. Momi iż ten fakt wydawać się może bajką i zwykłym zbiegiem okoliczności, Mongołowie twierdzą że znamię to jest znakiem, iż pochodzi z bezpośredniej linii ich narodowego bohatera. ... Moja własna prywatna zagadka więc się wyjaśniła ... mam nie tylko krew koczowników grupy B którą posiada tylko 5% mieszkańców Polski i posiadałem znamię Temudżyna po którym mam ślad ...
Największy na świecie "pomnik konny" znajduje się 80 km na wschód od Ułan-Bator i przedstawia oczywiście Temudzyna. Wysokość pomnika wynosi 40 m.Zdjęcie z książki Małgorzaty Dzieduszyckiej-Ziemilskiej.
Obszar Polski krótko stał się częścią największego w historii świata imperium mongolskiego. W muzeum historii Mongolii w Ułan Bator wisi ogromna mapa na której zaznaczono Legnicę, pod którą wojska Temudzyna odniosły zwycięstwo nad wojskami polsko-niemieckimi w 1241 r. (To chyba jedyny znany mi przypadek kiedy rycerze polscy i niemieccy walczyli ramię w ramię ...ot taki chichot historii ...
Po śmierci Temudżyna imperium rządzili:
jego syn Ugedej w latach (1229-1241) opisywany jako mądry, zapobiegliwy i tolerancyjny powiększył imperium o Persję i i Europę Wschodnią. Założył miasto Karakorum a imperium połączył systemem stanic pocztowych i studni z wodą.
W latach (1251-1259) w imperium przejął władzę wnuk Czyngis-chana - Mongke.Prowadził wyprawy na Ruś i wschodnią Europę oraz Środkowy Wschód.
W latach (1260-1294) panował inny wnuk Czyngis-chana Kubilaj, ponoć otrzymał staranne wykształcenie, przeniósł stolice imperium do Pekinu. Pragmatycznie nie tępił podbitych nacji lecz nakładał podatki i formował armie podległe. Okazywał tolerancję religijną i szacunek dla uczonych. Był ostatnim wielkim chanem. Po jego śmierci imperium ulegało powolnej lecz trwałej degradacji.
Głównym źródłem wiedzy o powstaniu imperium mongolskim jest Tajna historia Mongołów spisana wkrótce po śmierci Temudżyna w 1227. Dzieło nieznanego autora. Przypuszcza się że oryginał został spisany w języku Ujgurów.
Pomiędzy Mongołami a Polakami zachodzą zadziwiające analogie: jako jedyni na świecie zdobyli Moskwę, Polska dzięki temu, że Mongołowie podporządkowali sobie na długo Ruś mogła rozwinąć się geopolitycznie czego szczyt przypadł na wiek XVI. potem cóż ... już tylko fatalne położenie geopolityczne obu nacji : polaków pomiędzy Niemcami a Rosją, a mongołów pomiędzy Rosją a Chinami.
Auł - skupisko rodziny nomadów jurt (w języku mongolskim ger) , widok nieodparcie kojarzy się z innym ludem wielkich przestrzeni - indianami północnoamerykańskimi.Zdjęcie z książki Małgorzaty Dzieduszyckiej-Ziemilskiej.
Temudżyn (Czyngis-chan) (panował w latach 1206-1227) otrzymał miano patriarchy wszech czasów - był najskuteczniejszym dominującym samcem alfa w całej histori świata. Naukowcy dowodzą że Wielki Chan nie wyglądał jak typowy Mongoł, miał mieć rude włosy i ponadprzeciętny wzrost co miało być spowodowane domieszką genów z zachodu widoczną już u babki bohatera. Jak podaje autor : "spotyka się dzieci z przypominającym siniak charakterystycznym "piętnem mongolskim" w dolnej części pleców. Plamka ta zupełnie znika z wiekiem. Momi iż ten fakt wydawać się może bajką i zwykłym zbiegiem okoliczności, Mongołowie twierdzą że znamię to jest znakiem, iż pochodzi z bezpośredniej linii ich narodowego bohatera. ... Moja własna prywatna zagadka więc się wyjaśniła ... mam nie tylko krew koczowników grupy B którą posiada tylko 5% mieszkańców Polski i posiadałem znamię Temudżyna po którym mam ślad ...
Największy na świecie "pomnik konny" znajduje się 80 km na wschód od Ułan-Bator i przedstawia oczywiście Temudzyna. Wysokość pomnika wynosi 40 m.Zdjęcie z książki Małgorzaty Dzieduszyckiej-Ziemilskiej.
Obszar Polski krótko stał się częścią największego w historii świata imperium mongolskiego. W muzeum historii Mongolii w Ułan Bator wisi ogromna mapa na której zaznaczono Legnicę, pod którą wojska Temudzyna odniosły zwycięstwo nad wojskami polsko-niemieckimi w 1241 r. (To chyba jedyny znany mi przypadek kiedy rycerze polscy i niemieccy walczyli ramię w ramię ...ot taki chichot historii ...
Po śmierci Temudżyna imperium rządzili:
jego syn Ugedej w latach (1229-1241) opisywany jako mądry, zapobiegliwy i tolerancyjny powiększył imperium o Persję i i Europę Wschodnią. Założył miasto Karakorum a imperium połączył systemem stanic pocztowych i studni z wodą.
W latach (1251-1259) w imperium przejął władzę wnuk Czyngis-chana - Mongke.Prowadził wyprawy na Ruś i wschodnią Europę oraz Środkowy Wschód.
W latach (1260-1294) panował inny wnuk Czyngis-chana Kubilaj, ponoć otrzymał staranne wykształcenie, przeniósł stolice imperium do Pekinu. Pragmatycznie nie tępił podbitych nacji lecz nakładał podatki i formował armie podległe. Okazywał tolerancję religijną i szacunek dla uczonych. Był ostatnim wielkim chanem. Po jego śmierci imperium ulegało powolnej lecz trwałej degradacji.
Głównym źródłem wiedzy o powstaniu imperium mongolskim jest Tajna historia Mongołów spisana wkrótce po śmierci Temudżyna w 1227. Dzieło nieznanego autora. Przypuszcza się że oryginał został spisany w języku Ujgurów.
Pomiędzy Mongołami a Polakami zachodzą zadziwiające analogie: jako jedyni na świecie zdobyli Moskwę, Polska dzięki temu, że Mongołowie podporządkowali sobie na długo Ruś mogła rozwinąć się geopolitycznie czego szczyt przypadł na wiek XVI. potem cóż ... już tylko fatalne położenie geopolityczne obu nacji : polaków pomiędzy Niemcami a Rosją, a mongołów pomiędzy Rosją a Chinami.
Auł - skupisko rodziny nomadów jurt (w języku mongolskim ger) , widok nieodparcie kojarzy się z innym ludem wielkich przestrzeni - indianami północnoamerykańskimi.Zdjęcie z książki Małgorzaty Dzieduszyckiej-Ziemilskiej.
czwartek, 6 listopada 2014
wtorek, 21 października 2014
Teoria trzech bram europejskich – The theory of three european gates.
Teoria trzech bram europejskich – The theory of three european gates
Nie spotkałem się z oficjalną nazwą tę teorii więc jeżeli jej jeszcze nie wyartykułowano ja to czynię pierwszy, ogłaszam Teorię 3 bram europejskich - The theory of three european gates.
W dużym skrócie mówi ona rzecz następującą:
Jeżeli prawdą jest, co ogłosi współczesna archeologia i antropologia, że kolebką ludzkości jest Afryka i wszelkie humanoidy mogły się pojawić w Europie tylko poprzez przybycie z zewnątrz to mogły to zrobić tylko trzema drogami – A Cieśninę Gibraltarską (brama afrykańska) – B – cieśniny czarnomorskie Bosfor i Dardanele (mała brama azjatycka) – C – wielka brama europejska (zwana też stepową) . Sama teoria jak i nazwiennictwo w całości ukute przeze mnie osobiście i zastrzegam prawa autorskie.
Teoria trzech bram pociąga za sobą następujące pytania:
1. Którędy przybyli pierwsi humanoidzi? Chyba że oni już byli "od zawsze" co sugerował by fakt istnienia różnych gatunków ludzi tj. np.: Neandertalczyków czy Denisovian.
2. Którędy przybyli pierwsi Homo Sapiens ? (O ile w ogóle musieli przybyć, a nie wyewaluowali na miejscu)
3. Dlaczego na półwyspie Iberyjskim, mimo potencjalnego najwcześniejszego przybycia humanoidów nie rozwinęła się żadna tzw. „kultura wyższa” ?
4. Dlaczego kultura grecka osiągnęła tak wysoki poziom i akurat w tym miejscu geograficznym ?
Brama afrykańska (A) - bezpośrednie połączenie Europy i Afryki sugeruje, że właśnie tędy mogły najwcześniej dotrzeć pierwsze humanoidy. Byłoby to całkiem logiczne gdyby nie fakt, że punkt ten jest mocno oddalony od hipotetycznego matecznika ludzkości czyli Afryki środkowej i okolic jeziora Wiktorii, a dodatkowo odgrodzony przez Saharę, choć w przeszłości jej obszar mógł być znacznie, znacznie mniejszy.
Brama mniejsza azjatycka (B) – położona najbliżej najstarszych wysokorozwiniętych kultur (Egiptu, Fenicji, Babilonu) i najstarszego odkrytego rejonu osadnictwa rolniczego tzw. Żyznego Półksiężyca. Kultura grecka położona jest najbliżej tej bramy.
Brama C – wielka brama europejska .
Nie spotkałem się z oficjalną nazwą tę teorii więc jeżeli jej jeszcze nie wyartykułowano ja to czynię pierwszy, ogłaszam Teorię 3 bram europejskich - The theory of three european gates.
W dużym skrócie mówi ona rzecz następującą:
Jeżeli prawdą jest, co ogłosi współczesna archeologia i antropologia, że kolebką ludzkości jest Afryka i wszelkie humanoidy mogły się pojawić w Europie tylko poprzez przybycie z zewnątrz to mogły to zrobić tylko trzema drogami – A Cieśninę Gibraltarską (brama afrykańska) – B – cieśniny czarnomorskie Bosfor i Dardanele (mała brama azjatycka) – C – wielka brama europejska (zwana też stepową) . Sama teoria jak i nazwiennictwo w całości ukute przeze mnie osobiście i zastrzegam prawa autorskie.
Teoria trzech bram pociąga za sobą następujące pytania:
1. Którędy przybyli pierwsi humanoidzi? Chyba że oni już byli "od zawsze" co sugerował by fakt istnienia różnych gatunków ludzi tj. np.: Neandertalczyków czy Denisovian.
2. Którędy przybyli pierwsi Homo Sapiens ? (O ile w ogóle musieli przybyć, a nie wyewaluowali na miejscu)
3. Dlaczego na półwyspie Iberyjskim, mimo potencjalnego najwcześniejszego przybycia humanoidów nie rozwinęła się żadna tzw. „kultura wyższa” ?
4. Dlaczego kultura grecka osiągnęła tak wysoki poziom i akurat w tym miejscu geograficznym ?
Brama afrykańska (A) - bezpośrednie połączenie Europy i Afryki sugeruje, że właśnie tędy mogły najwcześniej dotrzeć pierwsze humanoidy. Byłoby to całkiem logiczne gdyby nie fakt, że punkt ten jest mocno oddalony od hipotetycznego matecznika ludzkości czyli Afryki środkowej i okolic jeziora Wiktorii, a dodatkowo odgrodzony przez Saharę, choć w przeszłości jej obszar mógł być znacznie, znacznie mniejszy.
Brama mniejsza azjatycka (B) – położona najbliżej najstarszych wysokorozwiniętych kultur (Egiptu, Fenicji, Babilonu) i najstarszego odkrytego rejonu osadnictwa rolniczego tzw. Żyznego Półksiężyca. Kultura grecka położona jest najbliżej tej bramy.
Brama C – wielka brama europejska .
czwartek, 18 września 2014
Ragnarok - nie tylko mit ?
Poniżej tekst, który potwierdza że w każdym micie jest ziarno prawdy. Tym razem chodzi o mit Ragnarok o którym pisałem w jednym z wcześniejszych postów.
Źródło: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/111274,tajemnicza-chmura-zabila-miliony-ludzi
Zagadkowe zjawisko wystąpiło w latach 536-537 naszej ery w Europie i Azji. Niebo przysłoniła chmura, która przyniosła śnieg w środku lata i śmierć milionów ludzi. Jak wytłumaczyć ten fenomen?
Najnowsze odkrycie naukowców brzmi na pierwszy rzut oka, jak scenariusz hollywodzkiego horroru. Jednak to zdarzyło się w rzeczywistości i aż po dziś dzień pozostaje zagadką.
Według świadectw pisemnych, które poparte zostały badaniami słojów drzew i dowodami archeologicznymi w latach 536-537 naszej ery niebo pomiędzy Europą, Azją Mniejszą aż do Chin przykryła tajemnicza chmura.
Cały ten czas przysłaniała ona słońce, przez co w niektórych miejscach nawet latem padał śnieg, a z powodu głodu wymarła 1/3 mieszkańców Europy, 80% mieszkańców Chin, a w Skandynawii mogło umrzeć nawet 75-90% populacji.
Wystąpienie tego zjawiska odkryto w latach 80, gdy amerykańscy naukowcy poszukiwali śladów dawnych wybuchów wulkanów.
Znaleźli oni zapiski kronikarzy żyjących w okolicach roku 536, a także wiele wieków później, którzy opisali to zjawisko.
Jan z Efezu - jeden z ważniejszych historyków i filozofów tego okresu pisał, że „słońce dawało ciemne światło, tak jak księżyc, przez cały rok. Przypominało to słońce podczas zaćmienia, jego promienie nie były tak jasne jak zazwyczaj”.
Inni, jak na przykład Jan Lydos, pisali o całkowicie zniszczonych przez tajemniczą mgłę plonach, co miało doprowadzić w Europie do ogromnych problemów. "Słońce pociemniało, gdyż powietrze jest ciężkie od wilgoci. Plony zostały zniszczone w tym trudnym czasie".
W Chinach z kolei pisano o tym, że nie dało się w roku 536 dostrzec na niebie gwiazdy Kanopus w konstelacji Kila, a dwa kolejne lata były okresem chłodów i śniegu w okresie letnim, głodu i suszy. W niektórych rejonach Chin wymarło nawet do 80% ludności.
Dowody na potwierdzenie tych wszystkich zapisów udało się znaleźć w słojach sosen, dębów i wyczyńców w Europie i Ameryce Północnej, a także w Mongolii i na Syberii. Dało się tu dostrzec różnice pomiędzy konkretnymi regionami - w niektórych największy kryzys zaczął się kilka lat wcześniej niż w innych, lecz ogólnie można mówić o 10-letniej anomalii klimatycznej.
Najgorzej sytuacja wyglądała w Skandynawii, gdzie na terenie dzisiejszej Szwecji opuszczono w tym czasie około 75% wiosek, a na południu Norwegii odkryto wzrost liczby pochówków o 90-95%.
Tamtejsi kronikarze pisali o Fimbulvinter - trzyletniej, strasznej zimie, która według mitologii nordyckiej miała poprzedzać zniszczenie świata - Ragnarök. Do dziś nie wiadomo jednak co spowodowało takie zabójcze zjawisko.
Czy była to ogromna erupcja wulkaniczna, czy też może bliski przelot wielkiej komety, która pozostawiła po sobie chmurę drobnych cząsteczek unoszących się w powietrzu, które nie pozwalały promieniom słonecznym na docieranie do ziemi i w ten sposób doprowadziły do ochłodzenia klimatu. www.twojapogoda.pl
Źródło: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/111274,tajemnicza-chmura-zabila-miliony-ludzi
Zagadkowe zjawisko wystąpiło w latach 536-537 naszej ery w Europie i Azji. Niebo przysłoniła chmura, która przyniosła śnieg w środku lata i śmierć milionów ludzi. Jak wytłumaczyć ten fenomen?
Najnowsze odkrycie naukowców brzmi na pierwszy rzut oka, jak scenariusz hollywodzkiego horroru. Jednak to zdarzyło się w rzeczywistości i aż po dziś dzień pozostaje zagadką.
Według świadectw pisemnych, które poparte zostały badaniami słojów drzew i dowodami archeologicznymi w latach 536-537 naszej ery niebo pomiędzy Europą, Azją Mniejszą aż do Chin przykryła tajemnicza chmura.
Cały ten czas przysłaniała ona słońce, przez co w niektórych miejscach nawet latem padał śnieg, a z powodu głodu wymarła 1/3 mieszkańców Europy, 80% mieszkańców Chin, a w Skandynawii mogło umrzeć nawet 75-90% populacji.
Wystąpienie tego zjawiska odkryto w latach 80, gdy amerykańscy naukowcy poszukiwali śladów dawnych wybuchów wulkanów.
Znaleźli oni zapiski kronikarzy żyjących w okolicach roku 536, a także wiele wieków później, którzy opisali to zjawisko.
Jan z Efezu - jeden z ważniejszych historyków i filozofów tego okresu pisał, że „słońce dawało ciemne światło, tak jak księżyc, przez cały rok. Przypominało to słońce podczas zaćmienia, jego promienie nie były tak jasne jak zazwyczaj”.
Inni, jak na przykład Jan Lydos, pisali o całkowicie zniszczonych przez tajemniczą mgłę plonach, co miało doprowadzić w Europie do ogromnych problemów. "Słońce pociemniało, gdyż powietrze jest ciężkie od wilgoci. Plony zostały zniszczone w tym trudnym czasie".
W Chinach z kolei pisano o tym, że nie dało się w roku 536 dostrzec na niebie gwiazdy Kanopus w konstelacji Kila, a dwa kolejne lata były okresem chłodów i śniegu w okresie letnim, głodu i suszy. W niektórych rejonach Chin wymarło nawet do 80% ludności.
Dowody na potwierdzenie tych wszystkich zapisów udało się znaleźć w słojach sosen, dębów i wyczyńców w Europie i Ameryce Północnej, a także w Mongolii i na Syberii. Dało się tu dostrzec różnice pomiędzy konkretnymi regionami - w niektórych największy kryzys zaczął się kilka lat wcześniej niż w innych, lecz ogólnie można mówić o 10-letniej anomalii klimatycznej.
Najgorzej sytuacja wyglądała w Skandynawii, gdzie na terenie dzisiejszej Szwecji opuszczono w tym czasie około 75% wiosek, a na południu Norwegii odkryto wzrost liczby pochówków o 90-95%.
Tamtejsi kronikarze pisali o Fimbulvinter - trzyletniej, strasznej zimie, która według mitologii nordyckiej miała poprzedzać zniszczenie świata - Ragnarök. Do dziś nie wiadomo jednak co spowodowało takie zabójcze zjawisko.
Czy była to ogromna erupcja wulkaniczna, czy też może bliski przelot wielkiej komety, która pozostawiła po sobie chmurę drobnych cząsteczek unoszących się w powietrzu, które nie pozwalały promieniom słonecznym na docieranie do ziemi i w ten sposób doprowadziły do ochłodzenia klimatu. www.twojapogoda.pl
Kiedy w Europie pojawił się człowiek ?
Żródło: http://www.rp.pl/artykul/1036760.html
Odkrycie najdawniejszych śladów obecności człowieka w Europie Zachodniej pozwala przesunąć czas dotarcia praludzi na nasz kontynent.
Znalezisko to skamieniały ząb trzonowy odkryty podczas wykopalisk w Barranco León w regionie Orce w południowo-wschodniej Hiszpanii. Datowanie za pomocą spektroskopii elektronowym rezonansem spinowym (ESR) pozwoliło określić wiek znaleziska w przedziale od 1,03 do 1,73 mln lat. Na podstawie innych metod, np. paleomagnetyzmu i biochronologii, badacze ustalili, że ząb ma około 1,4 mln lat.
„Inne szczątki ludzi z miejscowości Sima del Elefante, w północnej Hiszpanii, mają 1,2 miliona lat. A teraz mamy dowody na starszy wiek naszego znaleziska” – pisze dr Isidro Toro-Moyano z kolegami z zespołu na łamach magazynu „Journal of Human Evolution”. „W tej chwili ząb z Barranco León jest najstarszym znanym śladem praludzi w Europie Zachodniej”.
Naukowcom nie udało się zidentyfikować gatunku praludzi, do którego należał ząb. Najprawdopodobniej jest związany z Homo erectus, gatunkiem człowieka, który opuścił Afrykę i skolonizował Eurazję. Ząb znaleziono w miejscu, gdzie odkryte zostało ponad 1200 krzemiennych artefaktów i kości dużych ssaków.
Artefakty zostały wykonane techniką znaną z kultury old- uwajskiej. Jej nazwa pochodzi od Wąwozu Olduvai w Afryce Wschodniej, gdzie w latach 30. ubiegłego wieku odkryto szczątki hominidów i narzędzia. Takie same znalezione zostały także w Dmanisi w Gruzji, gdzie najwcześniejsze ślady człowieka pochodzą sprzed ok. 1,8 mln lat.
Ze względu na ząb i jego datowanie oraz cechy narzędzi z kamienia i szczątki zwierząt naukowcy stwierdzają, że Europa została skolonizowana wkrótce po pierwszej migracji z Afryki. Pierwszym dowodem wyjścia z Afryki były dotąd odkrycia w Dmanisi.
Oryginalny tytuł powyższego tekstu brzmi: Jak Afrykanie stali się europejczykami?, ale tytuł zupełnie nie przystaje do treści. Po pierwsze nie ma dowodów że znalezione zęby pochodzą od hominidów przybyłych z Afryki. Ważniejszą kwestią jest jednak pytanie, jeżeli, jak twierdzą naukowcy, przodek człowieka pochodził z Afryki (i tylko z Afryki) to ile lat trzeba by zmienił swoja rasę tylko i wyłącznie pod wpływem klimatu ? 1,4 mln lat wystarczy ? Czy jest to wogóle mozliwe ?
środa, 17 września 2014
Słowianie na Islandii.
SŁ0WIANIE TU BYLI
W żyłach współczesnych Islandczyków płynie nie tylko krew wikingów, o czym wiadomo od dawna, lecz prawdopodobnie także Słowian.
Według średniowiecznych kronik pierwszym mieszkańcem Islandii, wyspy położonej na północnym Atlantyku, był Norweg Ingolf Arnarson. Około 870 roku osiedlił się w miejscu, któremu nadał nazwę Reykjavik, czyli zatoka dymów. Nazwa ta nie jest przypadkowa, ponieważ w pobliżu założonej przez niego wioski znajdowało się wiele gorących źródeł, nad którymi unosiła się para wodna. W poszukiwaniu ziemi uprawnej w ślad za Ingolfem przybywali na Islandię kolejni osadnicy. Jak oceniają historycy, około 1000 roku na wyspie mieszkało niemal 30 tysięcy ludzi (obecnie żyje tam około 280 tysięcy osób).
Od ponad tysiąca lat Islandczycy uważają się za bezpośrednich potomków Skandynawów. Ale kroniki opowiadają także o mężczyźnie zwanym Natfarri, który przybył na Islandię kilka lat przed Ingolfem Arnarsonem. Prof. Przemysław Urbańczyk z Instytutu Archeologii i Etnologii w Warszawie przypuszcza, że człowiek ten był Słowianinem, i to nie jedynym, jaki osiedlił się na wyspie w IX i X wieku. Teorię prof. Urbańczyka potwierdzają wykopaliska, które uczony prowadzi na Islandii wraz z międzynarodową ekipą archeologów. - O ekspansji Słowian na tereny północnoeuropejskie wiemy niewiele. Na pewno jednak byli nie mniej odważni i przedsiębiorczy niż Skandynawowie. Ślady ich obecności można znaleźć nawet na dalekiej północy - mówi prof. Urbańczyk.
Większość współczesnych Skandynawów została wychowana w przekonaniu, że w okresie wypraw wikingów (IX-XI wiek) jedynie ich przodkowie podejmowali odważne wyprawy łupieżcze i handlowe, przemierzając rzeki i morza Europy, zwłaszcza jej wschodniej części. Według obowiązujących do niedawna teorii średniowieczna kultura północnoeuropejska była na znacznie wyższym stopniu rozwoju niż słowiańska. Skandynawskie znaczyło po prostu lepsze.
Pierwszy, który odważył się zweryfikować ten pogląd, był szwedzki naukowiec dr Mats Roslund z uniwersytetu w Lund. W opublikowanej dwa lata temu książce "Goście w domu" dowodzi, że około roku 1000 "Słowianie mieli głęboki wpływ na kulturę skandynawską". Przynajmniej przez 250 lat w północnej Europie panowała prawdziwa "moda na słowiańszczyznę". Ceramika, której używano m.in. w Szwecji, była importowana między innymi z Rusi lub produkowana w Skandynawii na wzór ruskiej. Rzemieślnicze umiejętności Słowian były tak wysoko cenione, że zachęcano ich do osiedlania się w Szwecji oraz Danii i wytwarzania naczyń na potrzeby lokalnego rynku.
Publikacja szwedzkiego badacza wywołała burzę wśród skandynawskich archeologów i historyków. Dotąd żaden z nich nie zajmował się problemem słowiańskiego osadnictwa w północnej Europie. Uczeni skupiali się przede wszystkim na badaniu dziejów wypraw podejmowanych przez mieszkańców Północy. Dotychczas znane źródła historyczne: kroniki, sagi i znaleziska archeologiczne interpretowano jako dowody zwycięskiej ekspansji handlowej i osiedleńczej Skandynawów na tereny Rusi (gdzie założyli m.in. Kijów i Nowogród), północnej Francji (obszar, który skolonizowali, do dziś nazywa się Normandią, od Nordmann - człowiek północy) oraz Wysp Brytyjskich i Islandii.
Zasiedlenie tej smaganej północnymi wiatrami wyspy było wielkim sukcesem kolonistów, bowiem Islandia była niezamieszkana, natomiast było na niej pod dostatkiem ziemi uprawnej. W portach Skandynawii żeglarze przekazywali sobie opowieści o rozległych obszarach, które za darmo można wziąć w posiadanie. Dzieje kolonizacji wyspy są bardzo dobrze udokumentowane. Obok sag zachowały się bowiem dwie kroniki, będące zapisem rodowych opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Pierwsza z nich to "Księga Islandczyków", którą około 1130 roku napisał mnich Ari Thorgilsson, zwany Uczonym, druga zaś to XIII-wieczna "Księga zasiedlenia", której autorem jest poeta, polityk i historyk Sturla Thordarson. Oba dokumenty podają mniej więcej te same informacje. Kroniki ze szczegółami opisują, kto i kiedy przypłynął na Islandię, podają nazwę fiordu, na którym się osiedlił, a także z kim się ożenił. A ponieważ na Islandii nazwy miejscowości nie zmieniły się od ponad tysiąca lat, archeolodzy bez problemu mogą zlokalizować domy pierwszych osadników.
Zanim jednak powstał Reykjavik, na wyspę przypłynął Szwed Gardar Svafarsson. "Księga zasiedlenia" wspomina, że na Islandii zimował. Kiedy odpływał, jego statek ciągnął za sobą łódź, na pokładzie której znajdowało się troje ludzi: mężczyzna zwany Natfarri, czyli Nocny Wędrowiec (Skandynawowie zapewne nie potrafili wymówić jego prawdziwego imienia, dlatego nadali mu ten przydomek) oraz niewolnik i niewolnica. Z nieznanych przyczyn lina łącząca statek z łódką zerwała się, a wikingowie porzucili towarzyszy podróży. - Rozbitkowie osiedlili się na wyspie i to właśnie oni byli pierwszymi Islandczykami - uważa prof. Urbańczyk.
Kiedy kilka lat później na Islandię przybył wojowniczy Norweg Eywind Thorsteinsson, spodobała mu się farma, którą Natfarri wybudował dzięki pomocy niewolników. Wypędził Nocnego Wędrowca z jego ziemi, twierdząc, że ten w niewłaściwy sposób oznaczył granice swojej posiadłości. W kronice zapisano, że zamiast obyczajem Skandynawów palić ogniska na granicach pól lub zakopać kawałki srebra w określonych punktach, wyciął znaki na drzewach. Według prof. Urbańczyka dowodzi to, że Natfarri nie znał tradycji północnoeuropejskich, a więc nie pochodził ze Skandynawii. Przybył prawdopodobnie z Rusi, gdzie Gardar Svafarsson wraz ze swym ojcem prowadził interesy. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że pierwszy Islandczyk był Słowianinem ze wschodniej Europy.
Z dotychczasowych wykopalisk prowadzonych na Islandii wynika, że Natfarri nie był jedynym Słowianinem, który się tam osiedlił. Od kilkudziesięciu lat uczeni odkrywają na wyspie prawie kwadratowe półziemianki, czyli budowle, których podłoga znajdowała się poniżej poziomu gruntu. Ich powierzchnia nie przekraczała dwudziestu metrów kwadratowych, a piec zawsze znajdował się w rogu pomieszczenia.
Dla Islandczyków przeznaczenie tych konstrukcji było nie lada zagadką. We wczesnym średniowieczu skandynawskie domy mieszkalne wyglądały bowiem zupełnie inaczej. Były to owalne, długie konstrukcje naziemne z paleniskiem pośrodku. Dlatego pojawiły się hipotezy, że w półziemiankach znajdowały się łaźnie lub magazyny do przechowywania mleka i serów. Według innych teorii w tych pomieszczeniach kobiety przędły i tkały. A ponieważ wszędzie, gdzie odkrywano te tajemnicze chaty, były one najstarszymi budowlami, pojawiła się też koncepcja "tymczasowych domów" wznoszonych przez pierwszych osadników tuż po przybyciu.
- Kiedy uważnie przyglądałem się tym konstrukcjom, zrozumiałem, że mam przed sobą typowe słowiańskie chaty, znane z okresu wczesnego średniowiecza z rozległych terenów rozciągających się od Bałtyku po Bałkany i od Łaby po Dniepr - opowiada prof. Urbańczyk.
Obecnie polski uczony wraz z międzynarodową ekipą archeologów prowadzi na Islandii wykopaliska. Tylko na terenie jednej średniowiecznej osady Sveigakot odkrył trzy charakterystyczne, słowiańskie półziemianki. Zbudowano je po 950 roku. Udało się to ustalić, ponieważ w czasie ich wznoszenia budowniczowie naruszyli warstwę popiołów, powstałych podczas wybuchu wulkanu Veidivotn, jaki miał miejsce dokładnie w połowie X wieku. Do tej pory na terenie Islandii odkryto w kilkunastu miejscach dwadzieścia trzy podobne słowiańskie chaty. Ale tych nietypowych dla wyspy konstrukcji jest zapewne znacznie więcej, bo duża część wczesnośredniowiecznych osad nie została jeszcze w ogóle przebadana.
Prace archeologiczne prof. Urbańczyka zbiegły się w czasie z islandzkimi ogólnonarodowymi badaniami genetycznymi, które przeprowadzono trzy lata temu. Okazało się, że najbliższymi europejskimi krewniakami mieszkańców wyspy nie są wcale Norwegowie, lecz Irlandczycy. Wyniki testów DNA Islandczycy odebrali jako cios w samo serce narodu, bo od setek lat czują się Skandynawami.
Dlaczego jednak średniowieczni islandzcy kronikarze skrupulatnie odnotowali, że wyspę skolonizowali Norwegowie? Bo taką wersję wydarzeń dyktowały względy polityczne. Od początku istnienia kolonii wyspiarze uważali się za poddanych króla norweskiego. W 1262 roku, a więc kilkanaście lat po napisaniu "Księgi zasiedlenia", parlament islandzki oficjalnie przyjął ustawę o dobrowolnym przyłączeniu wyspy do Królestwa Norwegii. - Historycy czasami zapominają, że w wyprawach wikingów brali udział także przedstawiciele innych ludów. Każdy, kto znał język staronorweski i był gotów podporządkować się rozkazom dowódcy, mógł żeglować ze skandynawskimi wojownikami - mówi prof. Urbańczyk. Jedna z sag wymienia nawet pewnego Niemca o przezwisku Turek, który wraz z Erykiem Rudym popłynął na Grenlandię, a potem wziął udział w wyprawie, jaka w roku 1000 dotarła do wybrzeży Ameryki Północnej.
Wiele wskazuje na to, że wśród pierwszych śmiałków, którzy kolonizowali Islandię, byli rzeczywiście Słowianie. Ale czy mężczyzna zwanyNatfarrim - Nocnym Wędrowcem - rzeczywiście pochodził z Rusi? Profesor Urbańczyk chciałby znaleźć odpowiedź na to frapujące pytanie. Pewne wskazówki umożliwiające rozwiązanie tej zagadki kryje "Księga zasiedlenia". Opisuje ona dalsze dzieje wygnanego z pierwszego domu Natfarriego. Mężczyzna osiedlił się w niewielkiej zatoce, która do dziś nazywa się Natffarvika czy po prostu - Zatoka Natfarriego. Obecnie można się do niej dostać niemal wyłącznie drogą morską. Przeprowadzenie wykopalisk w tym miejscu byłoby więc dla archeologów sporym wyzwaniem. Ale ostateczne wyjaśnienie zagadki pochodzenia pierwszego Islandczyka warte jest tego wysiłku.
W żyłach współczesnych Islandczyków płynie nie tylko krew wikingów, o czym wiadomo od dawna, lecz prawdopodobnie także Słowian.
Według średniowiecznych kronik pierwszym mieszkańcem Islandii, wyspy położonej na północnym Atlantyku, był Norweg Ingolf Arnarson. Około 870 roku osiedlił się w miejscu, któremu nadał nazwę Reykjavik, czyli zatoka dymów. Nazwa ta nie jest przypadkowa, ponieważ w pobliżu założonej przez niego wioski znajdowało się wiele gorących źródeł, nad którymi unosiła się para wodna. W poszukiwaniu ziemi uprawnej w ślad za Ingolfem przybywali na Islandię kolejni osadnicy. Jak oceniają historycy, około 1000 roku na wyspie mieszkało niemal 30 tysięcy ludzi (obecnie żyje tam około 280 tysięcy osób).
Od ponad tysiąca lat Islandczycy uważają się za bezpośrednich potomków Skandynawów. Ale kroniki opowiadają także o mężczyźnie zwanym Natfarri, który przybył na Islandię kilka lat przed Ingolfem Arnarsonem. Prof. Przemysław Urbańczyk z Instytutu Archeologii i Etnologii w Warszawie przypuszcza, że człowiek ten był Słowianinem, i to nie jedynym, jaki osiedlił się na wyspie w IX i X wieku. Teorię prof. Urbańczyka potwierdzają wykopaliska, które uczony prowadzi na Islandii wraz z międzynarodową ekipą archeologów. - O ekspansji Słowian na tereny północnoeuropejskie wiemy niewiele. Na pewno jednak byli nie mniej odważni i przedsiębiorczy niż Skandynawowie. Ślady ich obecności można znaleźć nawet na dalekiej północy - mówi prof. Urbańczyk.
Większość współczesnych Skandynawów została wychowana w przekonaniu, że w okresie wypraw wikingów (IX-XI wiek) jedynie ich przodkowie podejmowali odważne wyprawy łupieżcze i handlowe, przemierzając rzeki i morza Europy, zwłaszcza jej wschodniej części. Według obowiązujących do niedawna teorii średniowieczna kultura północnoeuropejska była na znacznie wyższym stopniu rozwoju niż słowiańska. Skandynawskie znaczyło po prostu lepsze.
Pierwszy, który odważył się zweryfikować ten pogląd, był szwedzki naukowiec dr Mats Roslund z uniwersytetu w Lund. W opublikowanej dwa lata temu książce "Goście w domu" dowodzi, że około roku 1000 "Słowianie mieli głęboki wpływ na kulturę skandynawską". Przynajmniej przez 250 lat w północnej Europie panowała prawdziwa "moda na słowiańszczyznę". Ceramika, której używano m.in. w Szwecji, była importowana między innymi z Rusi lub produkowana w Skandynawii na wzór ruskiej. Rzemieślnicze umiejętności Słowian były tak wysoko cenione, że zachęcano ich do osiedlania się w Szwecji oraz Danii i wytwarzania naczyń na potrzeby lokalnego rynku.
Publikacja szwedzkiego badacza wywołała burzę wśród skandynawskich archeologów i historyków. Dotąd żaden z nich nie zajmował się problemem słowiańskiego osadnictwa w północnej Europie. Uczeni skupiali się przede wszystkim na badaniu dziejów wypraw podejmowanych przez mieszkańców Północy. Dotychczas znane źródła historyczne: kroniki, sagi i znaleziska archeologiczne interpretowano jako dowody zwycięskiej ekspansji handlowej i osiedleńczej Skandynawów na tereny Rusi (gdzie założyli m.in. Kijów i Nowogród), północnej Francji (obszar, który skolonizowali, do dziś nazywa się Normandią, od Nordmann - człowiek północy) oraz Wysp Brytyjskich i Islandii.
Zasiedlenie tej smaganej północnymi wiatrami wyspy było wielkim sukcesem kolonistów, bowiem Islandia była niezamieszkana, natomiast było na niej pod dostatkiem ziemi uprawnej. W portach Skandynawii żeglarze przekazywali sobie opowieści o rozległych obszarach, które za darmo można wziąć w posiadanie. Dzieje kolonizacji wyspy są bardzo dobrze udokumentowane. Obok sag zachowały się bowiem dwie kroniki, będące zapisem rodowych opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Pierwsza z nich to "Księga Islandczyków", którą około 1130 roku napisał mnich Ari Thorgilsson, zwany Uczonym, druga zaś to XIII-wieczna "Księga zasiedlenia", której autorem jest poeta, polityk i historyk Sturla Thordarson. Oba dokumenty podają mniej więcej te same informacje. Kroniki ze szczegółami opisują, kto i kiedy przypłynął na Islandię, podają nazwę fiordu, na którym się osiedlił, a także z kim się ożenił. A ponieważ na Islandii nazwy miejscowości nie zmieniły się od ponad tysiąca lat, archeolodzy bez problemu mogą zlokalizować domy pierwszych osadników.
Zanim jednak powstał Reykjavik, na wyspę przypłynął Szwed Gardar Svafarsson. "Księga zasiedlenia" wspomina, że na Islandii zimował. Kiedy odpływał, jego statek ciągnął za sobą łódź, na pokładzie której znajdowało się troje ludzi: mężczyzna zwany Natfarri, czyli Nocny Wędrowiec (Skandynawowie zapewne nie potrafili wymówić jego prawdziwego imienia, dlatego nadali mu ten przydomek) oraz niewolnik i niewolnica. Z nieznanych przyczyn lina łącząca statek z łódką zerwała się, a wikingowie porzucili towarzyszy podróży. - Rozbitkowie osiedlili się na wyspie i to właśnie oni byli pierwszymi Islandczykami - uważa prof. Urbańczyk.
Kiedy kilka lat później na Islandię przybył wojowniczy Norweg Eywind Thorsteinsson, spodobała mu się farma, którą Natfarri wybudował dzięki pomocy niewolników. Wypędził Nocnego Wędrowca z jego ziemi, twierdząc, że ten w niewłaściwy sposób oznaczył granice swojej posiadłości. W kronice zapisano, że zamiast obyczajem Skandynawów palić ogniska na granicach pól lub zakopać kawałki srebra w określonych punktach, wyciął znaki na drzewach. Według prof. Urbańczyka dowodzi to, że Natfarri nie znał tradycji północnoeuropejskich, a więc nie pochodził ze Skandynawii. Przybył prawdopodobnie z Rusi, gdzie Gardar Svafarsson wraz ze swym ojcem prowadził interesy. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że pierwszy Islandczyk był Słowianinem ze wschodniej Europy.
Z dotychczasowych wykopalisk prowadzonych na Islandii wynika, że Natfarri nie był jedynym Słowianinem, który się tam osiedlił. Od kilkudziesięciu lat uczeni odkrywają na wyspie prawie kwadratowe półziemianki, czyli budowle, których podłoga znajdowała się poniżej poziomu gruntu. Ich powierzchnia nie przekraczała dwudziestu metrów kwadratowych, a piec zawsze znajdował się w rogu pomieszczenia.
Dla Islandczyków przeznaczenie tych konstrukcji było nie lada zagadką. We wczesnym średniowieczu skandynawskie domy mieszkalne wyglądały bowiem zupełnie inaczej. Były to owalne, długie konstrukcje naziemne z paleniskiem pośrodku. Dlatego pojawiły się hipotezy, że w półziemiankach znajdowały się łaźnie lub magazyny do przechowywania mleka i serów. Według innych teorii w tych pomieszczeniach kobiety przędły i tkały. A ponieważ wszędzie, gdzie odkrywano te tajemnicze chaty, były one najstarszymi budowlami, pojawiła się też koncepcja "tymczasowych domów" wznoszonych przez pierwszych osadników tuż po przybyciu.
- Kiedy uważnie przyglądałem się tym konstrukcjom, zrozumiałem, że mam przed sobą typowe słowiańskie chaty, znane z okresu wczesnego średniowiecza z rozległych terenów rozciągających się od Bałtyku po Bałkany i od Łaby po Dniepr - opowiada prof. Urbańczyk.
Obecnie polski uczony wraz z międzynarodową ekipą archeologów prowadzi na Islandii wykopaliska. Tylko na terenie jednej średniowiecznej osady Sveigakot odkrył trzy charakterystyczne, słowiańskie półziemianki. Zbudowano je po 950 roku. Udało się to ustalić, ponieważ w czasie ich wznoszenia budowniczowie naruszyli warstwę popiołów, powstałych podczas wybuchu wulkanu Veidivotn, jaki miał miejsce dokładnie w połowie X wieku. Do tej pory na terenie Islandii odkryto w kilkunastu miejscach dwadzieścia trzy podobne słowiańskie chaty. Ale tych nietypowych dla wyspy konstrukcji jest zapewne znacznie więcej, bo duża część wczesnośredniowiecznych osad nie została jeszcze w ogóle przebadana.
Prace archeologiczne prof. Urbańczyka zbiegły się w czasie z islandzkimi ogólnonarodowymi badaniami genetycznymi, które przeprowadzono trzy lata temu. Okazało się, że najbliższymi europejskimi krewniakami mieszkańców wyspy nie są wcale Norwegowie, lecz Irlandczycy. Wyniki testów DNA Islandczycy odebrali jako cios w samo serce narodu, bo od setek lat czują się Skandynawami.
Dlaczego jednak średniowieczni islandzcy kronikarze skrupulatnie odnotowali, że wyspę skolonizowali Norwegowie? Bo taką wersję wydarzeń dyktowały względy polityczne. Od początku istnienia kolonii wyspiarze uważali się za poddanych króla norweskiego. W 1262 roku, a więc kilkanaście lat po napisaniu "Księgi zasiedlenia", parlament islandzki oficjalnie przyjął ustawę o dobrowolnym przyłączeniu wyspy do Królestwa Norwegii. - Historycy czasami zapominają, że w wyprawach wikingów brali udział także przedstawiciele innych ludów. Każdy, kto znał język staronorweski i był gotów podporządkować się rozkazom dowódcy, mógł żeglować ze skandynawskimi wojownikami - mówi prof. Urbańczyk. Jedna z sag wymienia nawet pewnego Niemca o przezwisku Turek, który wraz z Erykiem Rudym popłynął na Grenlandię, a potem wziął udział w wyprawie, jaka w roku 1000 dotarła do wybrzeży Ameryki Północnej.
Wiele wskazuje na to, że wśród pierwszych śmiałków, którzy kolonizowali Islandię, byli rzeczywiście Słowianie. Ale czy mężczyzna zwanyNatfarrim - Nocnym Wędrowcem - rzeczywiście pochodził z Rusi? Profesor Urbańczyk chciałby znaleźć odpowiedź na to frapujące pytanie. Pewne wskazówki umożliwiające rozwiązanie tej zagadki kryje "Księga zasiedlenia". Opisuje ona dalsze dzieje wygnanego z pierwszego domu Natfarriego. Mężczyzna osiedlił się w niewielkiej zatoce, która do dziś nazywa się Natffarvika czy po prostu - Zatoka Natfarriego. Obecnie można się do niej dostać niemal wyłącznie drogą morską. Przeprowadzenie wykopalisk w tym miejscu byłoby więc dla archeologów sporym wyzwaniem. Ale ostateczne wyjaśnienie zagadki pochodzenia pierwszego Islandczyka warte jest tego wysiłku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

